Właściwie to post powinien być o czymś innym. Miał dopełniać drugi rozdział. Ale jestem po rozmowie, która mnie wkurzyła. Niewiele osób zrozumiem czemu i jaki jest podtekst tego postu, właściwie chyba tylko jedna, ale trudno.
Okazuje się, że drzwi nie tak łatwo za sobą zamknąć. Trzeba jeszcze zatkać wszystkie szpary i wyrzucić klucz. Może nawet zabić je deskami... Kiedy się jest człowiekiem konsekwentnie niekonsekwentnym jak ja, to bardzo dobre rozwiązanie.
Miałem nadzieję, że dość drastyczne kroki jakie podjąłem uchronią mnie przed powrotem na znana drogę pełną wybojów. Niestety się złamałem i wysłałem SMSa. Nie, żeby coś wyjaśniać rzecz jasna. Dla mnie sprawa jest ewidentna. Chciałem tylko przekazać, że otrzymałem wiadomość od nadawcy i nie życzę sobie SMSów i telefonów. Ale oczywiście do niektórych nie dociera i SMSy musiały się pojawić. A potem 8 czy któryś telefon. Tyle, ze tym razem ode mnie... Na prawdę nie cierpię u siebie tej cechy... Ale ok porozmawialiśmy, pożarliśmy się, jedno drugiemu wypomniało, kto się wycofał i kiedy i ogólnie świetnie!
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ktoś wie lepiej ode mnie co czuje, jak coś jest dla mnie ważne i ile mnie kosztuje podjęcie decyzji. No przecież! ja nic nie czuję, wszystko udaję, moje deklaracje są puste, a potem robię z siebie cierpiętnika. No jasne, lepiej byłoby robić z siebie matkę Teresę, która miłosiernie odsuwa się dla mojego dobra. Szkoda tylko, ze tak naprawdę to sama nie wie, czego chce!
Ależ ludzie potrafią być bezczelni... I naiwni. Ja należę do tej drugiej grupy. Zawsze naiwnie wierze, że wystarczy mi sił, żeby zignorować próby kontaktu. Na moje szczęście tym razem nie było pojednawczej gadki-szmatki i nic nie zapowiada, żeby nastąpiła. Ale dla własnego dobra powinienem chyba zmienić nr telefonu. I adres, bo mam się spodziewać kuriera z odesłanymi prezentami i kartkami. Lepiej niech je spali lub rozda.
Mam nastrój do dupy, a w ciul tego nie lubię. Mam nadzieję, że do jutra mi przejdzie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz