łROZDZIAŁ 5
*
Woda
Odkąd pamiętam
To w sobie już mam
Uczucie nadrzędne
Bezwładu stan
Co ściąga mnie w dół
Bo tylko tam
Świat chce mnie połknąć
Potrafię być sam
Uciekam pod wodę
Niech unosi mnie
Niech schowa mnie w sobie
Na samym dnie
Nie chcę słyszeć nic
Nie mogę słuchać ciebie
Próbuje uciec stąd
Lecz dokąd ciągle nie wiem
Potrafię pić wodę prosto z chmur
Gdy próbuję krzyczeć odsłucha mnie mur
Uciekam pod wodę
Niech uciszy mnie
Niech schowa mnie w sobie
Na samym dnie
Nie chce słyszeć nic
Nie mogę słuchać siebie
Próbuje uciec stąd
Lecz dokąd ciągle nie wiem
Uciekam pod wodę
Niech unosi mnie
Niech schowa mnie w sobie
Na samym dnie
Nie chcę słyszeć nic
Nie mogę słuchać siebie
Próbuje uciec stąd
Lecz dokąd ciągle nie wiem
Uciekam pod wodę
Hoan otworzył oczy i spojrzał na zegar nad telewizorem. Zamrugał i sięgnął po komórkę. Musiało mu się przywidzieć. A jednak. Dochodziła czternasta. Niech to szlag, przespał prawie dwanaście godzin. I wcale nie czuł się wypoczęty. Powinien nastawiać budzik, bo gdy spał tak długo, prawie cały dzień chodził śnięty. Tylko czy budzik by go obudził skoro nie udało się to trzem połączeniom od Stefana...
– Cześć wujku, dzwoniłeś – odezwał się jeszcze zaspanym głosem. Ale może wuj się nie zorientuje. – Nareszcie. Coś ty robił? – Telefon mi się rozładował... – Chyba ty się rozładowałeś – odpowiedział mu śmiech. – Dobudź się i po szesnastej jestem u ciebie. Jedziemy do Raszyna. Rewelacja... opadł na poduszkę. Nie chciało mu się tam dzisiaj jechać. Nie chciało mu się nawet wstawać z łóżka. W ogóle nic mu się nie chciało. Trzeba było odbyć tradycyjny rytuał rozbudzający. Najpierw letnia woda na twarz, potem ciepły prysznic. Trochę pomogło. Chętnie zacząłby od herbaty, ale nie było czasu. Przed przyjazdem Stefana musiał jeszcze zrobić jakieś zakupy – bułki, trochę wędliny i sera, prasa. Po powrocie może zdąży jeszcze wpaść do baru po jakąś kolację. Chłopak zastanawiał się czemu wuj nie poczekał z tym wyjazdem do przyszłego weekendu. Pchali się w sam środek godzin szczytu i musieli przeprawić się przez całe miasto. Poza tym z punktu widzenia Hoana mierzenie ścian naprawdę mogło poczekać. I tak nie zaczną żadnych prac przed podpisaniem aktu notarialnego, a to miało nastąpić dopiero w grudniu. Kiedy przyjechał wuj Stefan, Hoan stał już gotowy do wyjścia. Sięgnął właśnie po plecak kiedy dostał SMS-a od... Stefana.
Weź sprzęt! I kąpielówki!
To jakiś żart? Sprzęt oznaczał broń, co już było dziwne, bo wuj chyba nie wybrał rodzicom nawiedzonego domu? Poza tym kąpielówki? Rura im tam puściła? To może jeszcze weźmie maskę i płetwy? Wujek chyba sobie robił z niego jaja.
– Masz wszystko? – spytał mężczyzna kiedy Hoan wsiadł do samochodu. Wyglądał na poważnego.
– Mam sprzęt. Ale nie bardzo wiem o co chodzi z kąpielówkami... Rodzice mają w nowym domu basen?
– Niezupełnie. Ale raszyńska pływalnia ma nowego pracownika. Problematycznego. I drugie ciało w przeciągu miesiąca – podał chłopakowi gazetę.
– Ja cież pierdzielę – mruknął zapinając pasy.
Demon na pływalni, cudownie. Tylko tego mu było trzeba. Demon's here, demon's there, demons are everywhere... Swoją drogą nikt nie skojarzył, że nowy pracownik i dwie ofiary mogą mieć ze sobą związek?
– Nie ma ran, nie ma narzędzi zbrodni, są tylko dwie ofiary, które zmarły z „przyczyn naturalnych” – wyjaśnił Stefan.
– Och, naturalnie... – sarknął w odpowiedzi. – A tak właściwie, dlaczego podejrzewamy tego nowego pracownika?
– Strona czwarta.
Chłopak przewrócił kartki. Było tam grupowe zdjęcie kadry wraz z nowym narybkiem. No cóż, nie było wątpliwości, że to elementalista wody. Znalazł sobie idealne miejsce do żerowania.
– Niech zgadnę, tylko wieczorne zmiany?
– Tak.
– Tylko ofiary płci męskiej?
– Zgadza się. Obie znalezione w szatni. Monitoringu w przebieralniach i na pływalni brak.
– Żyć, nie umierać...
– A przynajmniej jedno z tych dwóch – wymienili porozumiewawcze spojrzenie.
Dobrze, że pływalnia była czynna do późna, bo przez wypadek na trasie podróż wydłużyła się jeszcze niemal o godzinę. Dodatkowym plusem było to, że o tej porze było niewielu klientów, a to wykluczało potencjalnych świadków. Zanim kupili bilety, Hoan wszedł na widownię i rozejrzał się. Dwóch ratowników, w tym elementalista. Troje pływających, na oko rodzina. Kobieta była bezpieczna, ojciec z synem też, bo musiałby wyssać obu naraz. Nie, żeby nie był w stanie, ale dwie kolejne ofiary różniące się wiekiem jakieś dwadzieścia lat, które giną w tym samym czasie... Tylko idiota uwierzyłby w zbieg okoliczności.
– Jest tam – powiedział Hoan wracając do samochodu. – Jaki mamy plan?
– Mnie o plan pytasz? To twoja działka.
– Żartujesz? Ciągniesz mnie na akcję i mam wymyślić coś w pięć minut?
– Miałeś prawie dwie i pół godziny, żeby coś wykombinować – zauważył wuj.
W odpowiedzi chłopak uniósł brew i posłał mu spojrzenie mówiące „serio?”. Ale zaczął myśleć. Za najsmaczniejszy kąsek demon z pewnością uzna Hoana, chociażby ze względu na jego wiek. Coś, co chłopak określał jako stan zdrowia duszy nie miało znaczenia. Mógłby być równie dobrze seryjnym mordercą, co Matką Teresą. Oczywiste było, że demon musiał go zobaczyć. Dlatego wuj kazał mu wziąć kąpielówki. Omówili plan i weszli do środka.
Podczas gdy Hoan wszedł na basen, Stefan zamknął się w jednej z kabin, gdzie miał czekać na swoją kolej. Chłopak wszedł najpierw do brodzika. Po pierwsze dlatego, że była to najbardziej oddalona od ratowników część pływalni, a co za tym idzie demon będzie miał problemy, żeby go wyczuć. Chociaż woda i tak zakłócała emisję aury. Po drugie w brodziku bawił się ojciec z synem, co dodatkowo miało zmylić odczyt demona. A po trzecie... no cóż, woda w brodziku była cieplejsza niż w głównym basenie.
Hoan popływał trochę na płyciźnie, zjechał kilka razy na zjeżdżalni i w końcu przeszedł do dużego basenu. Trzeba mieć litość nad wujkiem,który dusi się w kabinie. Chłopak przepłynął kilka razy długość basenu i żabką i na plecach, zanim elementalista zwrócił na niego uwagę. Całe szczęście, że nie musiał pływać kraulem, bo wyglądałoby to groteskowo. Wyszedł z basenu i stanął na słupku do skoków.
– Dobrze pływasz – pochwalił go demon. – Mogę ci zmierzyć czas?
– Jasne – uśmiechnął się jakby pochwała sprawiła mu przyjemność. Mężczyzna miał falujące włosy, dość bladą cerę i jasnoniebieskie jakby zamglone oczy. No cóż, były po prostu... wodniste. Musiał dawno nie jeść. Jeszcze kilka godzin, a będzie wyglądał jak topielec. Tym lepiej dla Hoana.
– Na mój gwizdek – mężczyzna uniósł rękę i Hoan zauważył znajomą bliznę. Zmrużył oczy i skinął głową.
Na wyznaczony sygnał Hoan zanurkował. Powstrzymał się, żeby nie zrobić przy tym salta. Pamiętał też, żeby nie szarżować i co jakiś czas wynurzyć się z wody. W końcu nie był olimpijczykiem. Kiedy dobił po nawrocie do brzegu, demon wyglądał na zaintrygowanego.
– Trenujesz gdzieś? – spytał.
– Byłem w szkolnej drużynie – skłamał. – Ale miałem inne obowiązki. Uciekam, bo się spóźnię na autobus.
Nie czekając na reakcję chłopak ruszył w kierunku szatni. Zarzucił przynętę, teraz tylko rybka musiała połknąć haczyk... Wchodząc do przebieralni zobaczył jak demon mówi coś do drugiego ratownika i rusza za Łowcą. Doskonale. Specjalnie ułatwił mu znalezienie pretekstu, zostawiając swoje klapki.
– Hej – usłyszał sięgając do szafki. Wyjrzał zza drzwiczek.
– Słucham?
– Zapomniałeś o czymś.
– Ach, klapki. Dzięki.
– Niezupełnie...
Mężczyzna przytrzasnął mu rękę drzwiczkami. Hoan wypuścił sai, które ściskał w dłoni.
– Zapomniałeś oddać mi swoją duszę – wysyczał demon, patrząc mu prosto w oczy.
Hoan wypuścił z ręki ręcznik, który trzymał i wbił ukryty w dłoni shuriken między żebra elementalisty. Ten zawył z bólu i zwolnił ucisk na drzwiczki. Chłopak trzasnął go nimi w nos z taka siłą, że usłyszał łamaną kość. Jaka szkoda, że demony nie krwawią...
Łowca zamachnął się sai, ale demon wygiął mu rękę do tyłu. Na szczęście w porę przyszedł wuj Stefan, który zarzucił mężczyźnie na szyję ręcznik Hoana i zaczął dusić. Wiecie co jest zabawnego w byciu demonem? Nie musisz oddychać, więc nie możesz się dusić, ale przyzwyczajenia i odruchy bezwarunkowe zostają. Więc kiedy ktoś ę dusi, zamiast to olać, skupiasz się na tym, zeby się wyswobodzić. Chłopak słysząc wsparcie, wypuścił sai z ręki i kopnął do tyłu. Sądząc po wrzasku, wuj przejął broń i zrobił z niej użytek. Niestety nie do końca mu wyszło i tylko wkurzył demona, który jednym ciosem posłał mężczyznę na ścianę.
To się Hoanowi nie spodobało. Przykucnął i leżącym teraz na podłodze ręcznikiem ściął faceta z nóg, aż roztrzaskał głową kafelki. najchętniej od razu by go wykończył, ale miał jeszcze coś do zrobienia. Wyprostował jedną rękę mężczyzny nad jego głową i przygwoździł do podłogi shurikenem. To samo zrobił z drugą przy wtórze krzyków i przekleństw. Wcisnął mu w usta ręcznik. Nie potrzebował tu tłumu gapiów.
Zdążył wyjąć komórkę i zrobić zdjęcie blizny, kiedy demon wyswobodził się z shurikenów. Tak właściwie to z jego dłoni wytrysnęły potężne strumienie wody, które posłały gwiazdki w sufit. Nieźle... niestety te same strumienie po chwili przyparły Hoana do przeciwległej ściany. Cholera jasna, brakowało mu tchu.
Mógł się tylko przyglądać jak demon cofa się w stronę wuja Stefana z wyrazem mściwej satysfakcji na twarzy. Wcale się nie spieszył, szedł powoli, co chwilę rzucając Hoanowi wyzywające spojrzenie. Niech to szlag.
Chłopak opierając się strumieniowi wody, który prawie wbił go w ścianę ocenił sytuację. Dwa shurikeny w suficie, ręcznik na podłodze, sai na ręczniku. Zebrał się w sobie i z całej siły zaczął walić pięścią w ścianę. Poczuł drżenie szafek. Demon zdawał się tym zupełnie nie przejąć. Szkoda. Chłopak wgapił się w shurikeny. Jeszcze parę uderzeń i spadły na ziemię. Jeden na ręcznik, drugi obok. Trudno, będzie musiało wystarczyć.
Hoan sięgnął stopą po skraj ręcznika. Zgiął palce i chwycił materiał. Pociągnął z całej siły. Potem jeszcze kilka mocniejszych pociągnięć. Demon w tym czasie był już zajęty ocenianiem na jak długo starczy mu pożywna dusza Stefana. Łowca schylił się i sięgnął po sai. Rzucił nim, a demon w końcu zwrócił na niego uwagę, kiedy poczuł przeszywający ból w dłoni. Ranę po shurikenie przebiło sai. Strzał w dziesiątkę, Hoan.
Elementalista odwrócił się wściekły, ale nigdzie nie było Tanaki. Chłopak wykorzystał tę chwilę. Kiedy rzucił sai, które zablokowało strumień wody, podbiegł do szafki, sięgnął po swoje slipy i w chwili gdy demon się odwrócił wykonał długi ślizg między jego nogami,
– Tutaj – odezwał się leżąc na plecach. Kiedy demon spojrzał w dół, chłopak niczym z procy wystrzelił shuriken ze swoich naciągniętych slipów.
– Strzał w dziesiątkę – mruknął kiedy chwilę później elementalista rozleciał się w pył. Pozostał po nim jedynie gwizdek. I coś jeszcze. Na drugim ramieniu mężczyzna miał zawieszoną pieczęć. Ale inną niż ta, jaką miała demonica światła. Hoan podniósł znalezisko swoim sai i zawinął w ręcznik. Później się nim zajmie.
Ocucił wujka. Na szczęście nic mu chyba nie było. Chociaż Hoan nie dałby sobie ręki uciąć, że mężczyzna nie miał wstrząśnienia mózgu. Mimo, że Obrońcy zwykle byli twardzi i niewiele na nich robiło wrażenie.
– Nic się nie stało? – spytała recepcjonistka widząc mokre ubranie Stefana.
– Och, nic, mały wypadek pod prysznicem. Dziękujemy.
– Oględziny domu chyba sobie darujemy? – spytał Hoan z nadzieją rozmasowując kark.
– Za mało ci na dzisiaj tego całego Raszyna? Pewnie, że wracamy do domu.
Milczeli dłuższy czas. Hoan co jakiś czas zerkał ukradkiem na wuja. Żałował, że nie ma prawa jazdy. Mógłby poprowadzić, a Stefan by odpoczął. Obrońcy w przeciwieństwie do Łowców męczyli się i odczuwali walkę jak każdy inny wysiłek. Albo zaczną brać na akcje kierowcę. No tak, tylko co by mu powiedzieli...
– Musiało wujowi ulżyć kiedy urodziła się Patrycja.
– Co masz na myśli? – zdziwił się mężczyzna.
– Nie przejęła brzemienia.
– Tak to traktujesz? Jako brzemię?
– A wuj nie? Darem bym tego nie nazwał.
– A jednak nazywamy się Obdarzonymi.
– Pewnie dlatego, że brzmi lepiej od Wyklętych...
– Wiesz, gdyby Patrycja urodziła się chłopcem, to byłaby Łowcą. Nie kierowaliśmy się kalendarzem, bo życie będąc Obdarzonym to jedno, a życie byciem Obdarzonym... to dopiero brzemię. Nie można całego życia i myślenia podporządkować temu, kim jesteśmy. Skupiaj się na tym, jaki jesteś, bo tylko na to masz wpływ.
To były mądre słowa. Hoan powinien je zapamiętać. To prawda, na to kim się rodzimy nie mamy wpływu i nic tego nie mogło zmienić. Zresztą to było tak naprawdę nieważne. Istotne było to, co robimy w życiu, jakie dajemy świadectwo swojej osoby. Czy wykorzystaliśmy to, kim jesteśmy w słusznej sprawie i czy częściej dochodzą do głosu nasze wady, czy zalety.
Weszli do mieszkania. Hoan od razu skierował się do barku po piwo dla Stefana. Mieszkał dwie ulice dalej, więc mógł sobie pozwolić. Potem wyjął ręcznik i znalezioną wcześniej pieczęć.
– Spodziewasz się gości? – spytał wuj.
– Dlaczego?
W odpowiedzi mężczyzna wskazał ręką całe mieszkanie. Ach, porządek... czemu każdemu się wydaje, że sprzątał tylko przed przyjazdem rodziców...
– Bo nie dam ci piwa.
– No już, nie bocz się – mrugnął Stefan.
Hoan nalał mu kufel i przystąpił do rytuału oczyszczającego. Dopiero kiedy się upewnił, że nowe znalezisko nie jest niczym skażone, podał oba wujowi.
– Czy to pieczęcie?
– Tak. Złota to pieczęć Baala, króla piekła. Tę będę musiał dopiero sprawdzić. Wygląda na... właściwie nie wiem na co.
Chłopak przyjrzał się znalezisku. Nie przypominało monety jak poprzednie. Była to dwustronna blaszka z płaskorzeźbą zatopiona w grubym szkle. Kontury wypełniała jakaś ciecz, która zwiększała objętość kiedy ją podgrzał. Dopiero wtedy było widać pieczęć w całości. Bardzo dziwne i bardzo skomplikowane.
– Rtęć – zasugerował wuj. – Zachowuje się jak termometr. Podgrzany słupek rtęci zwiększa objętość.
– Masz rację... Pieczęć z rtęci.
– Coś ci się nasuwa?
– Nie, ale być może wiem gdzie szukać... Słyszałeś o Lemegetonie?
Wuj przytaknął. Niestety nigdy nie widział na oczy żadnego egzemplarza, ani nie znał nikogo, kto byłby w jego posiadaniu. To trochę zmartwiło Hoana, bo znów musiał szukać pomocy w Internecie. I nawet jeśli wiedział do kogo się zwrócić, to jak miał wyjaśnić kolejne pytanie o pieczęć... A cholernie nie lubił zaczynać znajomości od kłamstwa. Nawet jeśli kłamstwo było nieodłączną częścią jego życia...
Tym razem musiał się przygotować na niewygodne pytania. Najprościej byłoby skłamać, że to kolejne zadanie kuzynki, ale o ile pamiętał to żadna uczelnia nie oferowała kierunku demonologii, a wykładowca z zamiłowaniem do pieczęci wzbudziłby podejrzenia nawet wśród ludzi spoza branży. Poza tym to, że Hoan kłamał częściej niż musiał, nie znaczyło, że to lubił i robił to dobrze. Właściwie to podejrzewał, że jest fatalnym kłamcą. Na szczęście pismo nie zdradza emocji.
Paweł 23:05
Hej, wybacz, że wczoraj tak bez słowa, ale Internet mi padł. U mnie tylko padało, a po drugiej stronie miasta drzewo spadło na centralę.
Czyli jednak problemy techniczne. Ale dobrze, że się odezwał pierwszy.
Hoan 23:07
Spoko, zdarza się.
A do swojej drugiej połówki się w końcu dodzwoniłeś?
Skoro już trzymamy się tego nazewnictwa...
Poszedł po herbatę. Nie chciał zaczynać od tematu, z którym przyszedł, a wczorajsza nieudana próba telefonu była jakimś punktem zaczepienia. Poza tym Hoana faktycznie to interesowało, bo podejrzewał, że wczorajsza chandra Pawła mogła mieć jakiś związek z tym. I nie była to ze strony Tanaki zwyczajna ciekawość.
Paweł 23:14
Tak, ale teraz to wiesz... w ogóle mamy... no, może nie ciche dni, ale takie ciężkie trochę.
Zdaje się, że nie tylko teraz.
Hoan 23:15
Rozumiem. Myślałem, że Ci może ten telefon pomorze przegnać chandrę.
Przynajmniej tego bym się spodziewał po drugiej połówce.
Paweł 23:18
Przegnanie chandry i przyjacielskie rozmowy to nie z moim Aniołem... Właściwie przywykłem...
Trochę nie wygląda...
Hoan 23:20
Aha. Grunt, żebyś miał kogoś w zanadrzu, kto się nadaje. Nie musi być Anioł, może być Elf, czy inna niebiańska istota ;]
Byle nie demon!
Paweł 23:22
Albo psycholog xD
Hoan wzdrygnął się na samą myśl, że miałby zwierzać się komuś obcemu z problemów i intymnych spraw. Ale on mało komu zwierzał się ze wszystkiego, co go dręczyło. Nawet Ania nie była dopuszczona do pewnych spraw.
Hoan 23:23
Według mnie dobry przyjaciel jest lepszy od psychologa.
I o niebo tańszy xD
O ile da mu się szansę
Paweł 23:23
Tak między nami, czuję jakbym stał pod ścianą i musiał ją przebić gołymi pięściami. Nie dość, że z pracą tu krucho, to nawet na wyjazd sobie pozwolić nie mogę. Wiem, że to takie dziecinne i banalne, ale za tym idzie poczucie... ja wiem czego? Może dumy... Ciężko mi znaleźć odpowiedni słowo, bo to taki „ból dupy”. Ale nie zazdrość.
Hoan 23:25
To jest kwestia ambicji.
Czego mnie akurat brakuje...
Zresztą my faceci chyba tak mamy, że nie dopuszczamy do siebie myśli, że coś nam nie idzie, z czymś sobie nie radzimy.
Choćby walił nam się cały świat.
Przy czym jednocześnie za wszelką cenę staramy się nie prosić innych o pomoc
A już na pewno nie psychologa.
Pewnie coś w genach...
Paweł 23:29
Może...
Albo druga strona przez całe życie ma niesamowicie łatwo. Pasmo sukcesów po prostu. A ja nawet wymarzonych studiów nie skończyłem...
Ja swoich nawet na dobrą sprawę nie zacząłem... Przynajmniej wymarzonych. Ale nie każdy jak ja, nie wie nawet, co chciałby studiować. Poza tym na studia nigdy nie jest za późno.
Hoan 23:30
A to już jest „niesprawiedliwość dziejowa”.
Teraz Hoan nieco bardziej rozumiał o jaki rodzaj dumy chodziło Pawłowi. I faktycznie nie miało to w związku z zazdrością. Nie chodziło o to, że się nie cieszymy lub denerwuje nas, że komuś innemu powodzi się lepiej od nas, lub jest w czymś lepszy. To, że jest dobry i osiągnął pewien prestiż to dobrze. Denerwuje nas i boli tylko, że my nie jesteśmy równie dobrzy i odstajemy w ten, czy inny sposób. Tylko tyle. I aż tyle...
Paweł 23:30
Chociaż i tak jest mi lepiej teraz, niż kiedy z rodziną mieszkałem. A to już minęło kilka lat. Tylko, że dalej bez sukcesów. A, że mam ego i ambicję to to frustrujące jest...
Nikt tak nie „wspiera” jak rodzina...
Hoan 23:32
Na studia zawsze zdążysz wrócić i skończyć. Zwłaszcza jak masz ambicję i będziesz chciał. Ja też studiów nie skończyłem, co prawda nie do końca z własnej woli. A teraz to nawet nie wiem, co chciałbym studiować, ale na pewno nie kierunek, na którym byłem.
A nie myślałeś, żeby się na jakiś staż załapać, może jakiś związany z kierunkiem studiów?
Nawet jeśli kasa marna, to przynajmniej doświadczenie w papierach.
Czyli coś, czego mnie brakuje.
Paweł 23:38
Mój Drogi (daruj taką wylewność), ja do tego kierunku podchodziłem trzykrotnie xD
Cóż, z tym „wyznaniem” to może faktycznie trochę za daleko, ale spoko...
Już nie wrócę, bo nie mam czasu. Chociaż miałem wspaniałych wykładowców, mnóstwo wsparcia. Czułem, że to jest moje powołanie, dlatego... hmmm. Czuję nienawiść do siebie, że zawaliłem to, w czym bym się sprawdził i co dawało mi radość.
Surowa ocena... – pomyślał ze smutkiem. Chociaż uczucie znajome. Tylko powody inne.
Hoan 23:39
Aha, trzykrotnie... no to trochę zmienia postać rzeczy... Ale nienawiść do siebie odłóż na bok, bo to akurat do niczego sensownego Cię nie doprowadzi.
A ja coś o tym wiem niestety.
Paweł 23:40
Może się będziesz śmiał, bo to było bibliotekarstwo...
Hoan 23:40
Czemu miałbym się śmiać?
Paweł 23:45
Bo wiem, jak się postrzega bibliotekarzy. A teraz ten zawód jest zupełnie inny. Nie podajesz i odbierasz książek, żeby odłożyć je na półkę. Służysz ludziom wsparciem, pomagasz znaleźć informacje, czasem pomagasz zorganizować pracę. I współpracujesz z lokalną społecznością, bo biblioteki teraz to nie przechowalnie książek, to lokalne ośrodki kultury często.
Więc organizujesz spotkania, wystawy, niejednokrotnie nawet jakieś recitale, czy koncerty. I musisz być na bieżąco, bo jesteś pierwszą osobą, którą pytają jaki tytuł z danego gatunku jest ciekawy. Ba, i nawet liczą się z twoim zdaniem.
Kochałem pracę w bibliotece, lekcje biblioteczne z dziećmi, dobrze mi szło. W sumie szczęśliwy byłem.
I dlatego powinieneś wrócić.
Paweł 23: 47
A potem tak się potoczyło, że serce złamane, potem problemy z rodziną, w końcu właściwie brak rodziny. No i się nie udało trzykrotnie.
Akurat o złamanym sercu nic nie mogę powiedzieć, ale problemy rodzinne jestem w
stanie sobie wyobrazić aż za dobrze.
Hoan 23:50
Oj, nie zarzekaj się, że nie wrócisz. Masz 26 lat, to nie jest wiek emerytalny, żeby odpuszczać studia.
Nawet jeśli człowiek żyje i czuje się jak emeryt.
Nie musisz przecież studiować dziennie, możesz zaocznie, wieczorowo. Od biedy możesz nawet eksternistycznie, chociaż w tę metodę jakoś wątpię, żeby się sprawdzała.
Ale ważne, żeby w ogóle, jeśli wiesz, że to chcesz robić i daje Ci to szczęście. A piszesz o tym z taką pasją, że ewidentnie dawało.
Paweł 23:52
Tylko, że ja nie mam czasu, żeby go „tracić” na studia. Zwłaszcza, że druga połówka dobija 30-ki, ma plany, wie czego chce od życia i w ogóle. A ja miałbym teraz wskakiwać w tryby uczelniane? Zresztą też uważam, że co do 30-ki to moje, a potem to już z górki generalnie.
Co za kompletna bzdura! Kocham to, ale nie mam czasu, żeby iść w tym kierunki? A, że druga połówka ma plany... no fajnie, ale co, Twoje plany się nie liczą? Bez przesady.
Hoan 23:55
Dzięki Bogu, że ja nie mam takiego podejścia, bo niewiele bym tego „mojego” nazbierał... Ale mniejsza. A Ty nie skończyłeś studiów, ale jakiś rok masz zaliczony?
Poza tym znów ta druga połówka...
Sorry, że się tak dopytuję. Nie chcę być wścibski, ale skoro już gadamy to chciałbym chociaż spróbować poradzić coś sensownego. A zanim coś poradzę to nasuwają się pytania.
Paweł 23:55
U mnie nie ma pojęcia „wścibski” w takich tematach.
A w jakich jest?
Po powrocie zaczynałem od drugiego roku, bo pierwszy zaliczony miałem.
No to lepiej ode mnie. Mnie pogrążyła cholerna statystyka. I to, żebym jeszcze jej nie rozumiał. Ale nie, po prostu zawsze coś mi stawało na przeszkodzie, żeby dotrzeć na zajęcia.
Ale teraz to za duży odstęp czasowy, nie da się już tak powtórzyć, bo przedmioty się zmieniły itp.
Zmiany programowe. Hoan doskonale pamiętał jak o nich mówili w dziekanacie, kiedy wrócił po pierwszym urlopie dziekańskim. Wcale mu ta informacja nie pomogła w powrocie. Przekonała go jedynie, żeby utrzymać decyzję o przedłużeniu dziekanki.
Hoan 23:58
Uhm, no tak, zmiany programowe. Musiałbyś zaliczać przedmioty z innym rocznikiem. A serio o stażu nie myślałeś? Nawet jeśli nie w bibliotece, to może w Domu Kultury (jakkolwiek nieciekawie może to brzmieć).
Wyjazdu za granicę Ci nie doradzę, bo sam bym się nie zdecydował, a głupio dawać rady, z których samemu by się nie skorzystało.
Poza tym nie przepadasz za podróżami.
Paweł 00:00
Generalnie jestem pogodzony z myślą, że zagranica i tak mnie czeka. Ale to długie tematy.
Szkoda... Zaraz, Hoan, jak szkoda... Co ci do jego zagranicy. A mimo to...
Nie przepadam za długimi pisemnymi rozmowami.
W przeciwieństwie do mnie. Ale prędzej nie długość rozmowy może być problemem, a rozmówca...
A w bibliotekach ciężko o etaty, bo osoby, które już na etacie są, zwykle są nie do ruszenia, bo w wieku przedemerytalnym, więc chcą do tej emerytury dożyć xD
Pracowałem w antykwariacie, dobrze mi było. I wiesz, nie taka byle buda ze starymi podręcznikami, ale prawdziwe starodruki, tomy oprawiane w skórę, białe kruki. I nawet zwiększyłem właścicielowi obroty, bo miałem dobry kontakt z klientami, można by rzec, że wyczuwałem, czego im potrzeba, jaki tytuł może ich zainteresować. Więc niejednokrotnie wychodzili z dodatkowym zakupem.
Ale jak wiemy panuje bezrobocie, pojawiła się siostra właściciela z bezrobotnym synem. Z początku pracowaliśmy co drugi dzień, ale w końcu więzy krwi okazały się ważniejsze od obrotów i doświadczenia i się ze mną pożegnali. A, że umowa zlecenie trudno nie było.
Hoan 00:04
No to do d... czyli póki co pośredniak, albo własna działalność dofinansowana przez Państwo.
Co w jednym i drugim przypadku można było skwitować krótkim „powodzenia”. Hoanowi ciągle chciało się śmiać, kiedy przypomniał sobie swoją pierwszą wizytę w Urzędzie Pracy, kiedy miał już decyzję o nadaniu statusu bezrobotnego. Pracownica powitała go słowami Pan szuka pracy?. Nie, Proszę Pani, przechodziłem obok i postanowiłem, że wpadnę na kawę – miał ochotę odpowiedzieć. Bo co może robić człowiek w pokoju, gdzie przyjmuje się bezrobotnych. Zresztą od tamtej pory pośredniak nie miał dla niego żadnej oferty. Co jemu akurat nie przeszkadzało, ale gdyby naprawdę chciał znaleźć pracę, to chyba tylko na własną rękę.
A własna działalność gospodarcza to zupełnie inna sprawa. Nie dość, że trzeba ją jakimś cudem otworzyć, co wiąże się ze stertą dokumentów, godzinami spędzonymi przed różnymi okienkami, to trzeba tę działalność jeszcze utrzymać. Czyli wbić się w odpowiednią niszę na rynku.
Paweł 00:06
Nie jestem zarejestrowany w pośredniaku, bo miałem pracę. Byłem telemarketerem pół roku. Sprzedaż wyspecjalizowanych środków spożywczych, a nie jakiś tam abonament, czy bank.
Dla mnie to brzmi równie ambitnie co abonament i bank. Chociaż może akurat ambicja niewiele ma tu do rzeczy.
Zarobki były ok, 9 zł/h na rękę, ale jak nie wyrobiłeś limitu, to odsłuchy, reprymendy, obelgi, szkolenia od nowa. Poza tym człowiek psychicznie siada, wypala się szybko. Ale szkoda, że w Polsce telemarketing przyjął się generalnie jako nachalność itd. Ale fakt faktem, że szkolenia były takie, że nachalność to eufemizm.
Ale czego się tam nauczyłem, to konwersacja z przypadkowym człowiekiem. Taka mała szkoła życia
Uhm, chyba muszę mieć na uwadze to przedostatnie zdanie.
Hoan 00:09
No niestety, zwykle telemarketer dzwoni do mnie z ofertą, która mnie kompletnie nie interesuje.
To pewnie dlatego, że się tyle nagadałeś przez telefon, nie lubisz rozmów pisemnych...
Paweł 00:12
Zdarzało mi się pisać wiele. Kiedyś. Czasem jeszcze piszę jakieś recenzje książek, czy artykuły o grach. Ale na klawiaturze coraz bardziej niedbale mi się pisze, bez polskich znaków.
Jakoś szczególnie rozmów też nie lubię pisać. Chyba przez to, że czasem trochę rozrywany jestem, dużo osób chce ze mną pogadać. I nie nadążam. Dlatego na niewidoku jestem z reguły.
Dusza towarzystwa... Powinieneś skakać z radości, że chcą z Tobą gadać. Jak ja bym czasem chciał, żeby ze mną pogadali... A nie, że ja się odzywam, a tam albo dwa zdania na krzyż, albo w ogóle nic – pomyślał z goryczą. Dobra, Hoan, nieważne. Nie można mieć wszystkiego. Poza tym sam sobie na to zapracowałeś... Dobrze, że chociaż Ania mnie nie odsyła z kwitkiem.
Hoan 00:13
No wiesz co, zamiast się cieszyć, że ludzie chcą z Tobą pisać :P Chociaż z doświadczenia wiem, że zwykle odzywa się ktoś, z kim akurat nie ma się ochoty gadać.
A jak piszesz do tych, z którymi chcesz gadać, to odbijasz się od muru ciszy. Taki los.
Paweł 00:16
Coś w tym jest. Tym bardziej, że nie ukrywajmy – połowa to ludzie z wirtuala. I jakoś tak jest, że tacy ludzie czując jakąś anonimowość, to z reguły o problemach piszą, żalą się.
Hoan 00:17
Bo ci z reala nie zagadają nawet jak się świecisz pół dnia, jeśli sam nie zagadasz.
Może dlatego, że ludzie rozdzielają real i wirtual, a u mnie oba są wymieszane i niejednokrotnie łączą się ze sobą dość ściśle.
Paweł 00:17
Bo człowiek szuka w sieci bratniej duszy i jak zobaczy, że ktoś choć trochę myśli podobnie to szybko można się stać spowiednikiem.
Hoan poczuł się, jakby dostał obuchem. Uderzyła go oczywistość tych słów i to, że... nigdy się nie zastanawiał nad tą zależnością. A jednocześnie sam działał w zgodzie z tym schematem, dobierał ludzi, z którymi rozmawiał na zasadzie „kompatybilności”. Tylko z tym spowiadaniem się by nie przesadzał. Niemniej...
Hoan 00:18
Osobiście nie mam nic przeciwko, jeśli ktoś mi się „żali”, o ile nie zaczyna od tego znajomości.
Paweł 00:18
Miałem podobne podejście kiedyś. Ale teraz już chyba tak nie myślę.
Ciekawe czy kiedy poznajesz kogoś bliżej, nadal wolisz, żeby Ci się nie żalił.
Hoan 00:18
Dobrze, zapamiętam – nie żalić się xD
Paweł 00:19
Hahaha
Akurat o swoje żalenie się Hoan był spokojny. Rzadko co zmuszało go do większej otwartości. Chociaż nie, inaczej. Właściwie to „żalił” się, jeśli chodziło o problemy dnia codziennego lub relacje z ludźmi. Ale prawdziwe dręczące go problemy zachowywał dla siebie.
Hoan 00:19
Ale jest coś w tym, co napisałeś o poszukiwaniu bratnich dusz. Może ta otwartość wynika z chęci sprawdzenia czy poza podobnymi poglądami ludzi łączy też podobne doświadczenie.
Dobra Hoan, nie szalej...
Paweł 00:20
Wiesz, ja kiedyś prowadziłem bloga. I w dużej mierze opierał się na osobistych doświadczeniach, mogę powiedzieć, że dozę ekshibicjonizmu emocjonalnego zawierał, w jakiś sposób był kontrowersyjny i to przyciągało czytelników. Obserwatorzy zaczęli się wykruszać kiedy zacząłem zmieniać się ja, a co za tym idzie i blog. Ale przekonałem się wtedy, że ludzi ciągnie do innych, którzy mają choć trochę podobne podejście.
To raczej normalne. O ile pierwsze wrażenie opiera się głównie na wyglądzie fizycznym, to decyzję o tym, czy się z kimś zadawać podejmujemy na podstawie łączących nas cech. A w Sieci w zasadzie od razu przechodzimy do etapu porównania poglądów, bo mamy do czynienia głównie ze słowem pisanym.
Hoan 00:22
Albo może to kwestia nadziei, że jak ktoś miał podobny problem, to sprzeda receptę na sukces. Ale takie dążenie do poznania kogoś, kto ma zbieżne poglądy jest raczej naturalne.
Paweł 00:22
Rzeczywiście to tak działało, że ludzie wierzyli, że jeśli ktoś coś przeżył to i oni dadzą radę.
Prawda, lubię zbieżne poglądy, ale zawsze się lgnie do kogoś podobnego myślowo.
Czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Hoan 00:23
Ale ja bym się na „ekshibicjonizm” wobec obcych nie odważył. Zwłaszcza, że nie zdobywam się na niego nawet wobec bliskich.
Litości, co ja piszę...
Paweł 00:23
Ale to było takie połowiczne, z dużym marginesem, bez przesady.
Ekshibicjonizm połowiczny. Pewnie od pasa w górę, bo nie przesadzony.
Paweł 00:23
Chociaż czasem odważnie było, przyznaję ;)
No to może jednak i od pasa w dół...
Paweł 00:24
Ale dzięki temu ludzie czuli szczerość. Ale wiadomo, że granice miałem. Zresztą kiedy to było. No, a tak poza tym to...
A sam nie wiem. Spać trzeba będzie iść
Hoan 00:24
OK, nie będę Cię namawiał, żebyś napisał co tam miałeś na końcu języka :]
Bo może i dla mnie lepiej, jak nie napisałeś.
Paweł 00:24
Nic właściwie. Chciałem cokolwiek napisać. A nawet to nie wyszło xD
Hoan się uśmiechnął.
Hoan 00:24
A myślałem, że się w język ugryzłeś ;)
Paweł 00:25
Ostatnio uczę się tej umiejętności. Ale oczywiście w przenośni, czyli zastanawiam się zawczasu co mówię, albo co powinienem powiedzieć.
Hoan uważał, że to przydatna umiejętność. I nawet nieźle zdążył ją opanować od lat szkolnych. Chocian naturalnie nie zawsze mu się udawało trzymać język za zębami. Ale czyż człowiek nie uczy się całe życie?
Hoan 00:25
Ja zwykle wiem, kiedy milczeć. Czasem mi się tylko nie udaje...
Paweł 00:26
Chyba nawet zauważyłem jakiś wpis. Ale ludzie czasem zasługują na kilka „ciepłych” słów.
Hoan 00:25
Zwłaszcza, że Internet gwarantuje, że za te „ciepłe” słowa nie dostanie się z liścia, ani prosto w zęby :D
Paweł 00:26
No z liścia raczej się nie dostanie. Co najwyżej z grupy się odchodzi jak ja.
Jak na kogoś, kto nie lubił formy pisanej, Pawłowi szło całkiem nieźle. Chociaż twierdził, że rozmowa pisana na żywo jeszcze jakoś uchodziła, ale w przypadku maili przeszkadzał mu brak natychmiastowej reakcji. Dla Hoana kontakt mailowy wymagał zbyt dużej cierpliwości, a czekanie na odpowiedź cały dzień to zdecydowanie za długo.
Ale jak nic cenił sobie formę pisaną. Z kilku powodów. Przede wszystkim mógł się zastanowić nad każdym słowem, zmienić szyk zdania, lub usunąć coś, czego nie powinien powiedzieć, a co w zwykłej rozmowie mogłoby się po prostu wymsknąć. No cóż, trochę to z jego strony zachowawcze, ale taki już był. Poza tym miał tendencję do rozwlekłego pisania. Wolał walnąć jeden treściwy monolog niż rozbijać go na kilka krótkich wypowiedzi. Chociaż z punktu widzenia drugiej strony pewnie nie było to zbyt wygodne, bo musiała się czasem naczekać na jego odpowiedź.
Paweł 00:30
Akurat pisanie obszernych form to pochwalam, bo mnie samemu zdecydowanie rzadziej się to już zdarza. Choć nie w każdej sytuacji takie eseje są dobre.
Hoan 00:30
No wiadomo.
Paweł 00:31
Hmm na weekend zostałem zaproszony na coś w rodzaju zaręczyn. Chociaż wiem, ze to nierealne. Ale połączone z parapetówką. I zastanawiam się z czym iść.
Hoan zastanowił się jaka sytuacja wyklucza możliwość zaręczyn. Przyszła mu do głowy pewna opcja, ale... mógł się mylić. Poza tym co za różnica.
Skupił się na doradzeniu czegoś rozmówcy, którego znajomy zaprosił już jakiś czas temu. A Paweł nie był pewien, czy poza parapetówkowym prezentem, znając drugą stronę imprezy, powinien kupić też coś specjalnego. I oczywiście spytał o radę jakże obytego w tego typu sprawach Hoana...
Hoan 00:31
Wiesz co, drugie dno, czy nie, dobre wino nigdy nie zaszkodzi. Albo śliwowica...
Paweł 00:32
Wino na pewno. Pośród moich znajomych to można powiedzieć, że wino wiedzie prym. U mnie w domu nawet urodzin czy imienin się hucznie nie obchodziło, w ogóle nie robiło się jakichś mega imprez. Zawsze jak mnie na takie uroczystości zapraszają to się dziwię i wciąż to dla mnie nowość xD
Wino? A gdzie stara dobra wódka? Albo chociaż piwo. Albo mam plebejskie podejście, albo nie dostrzegam zmian wokół.
Chłopak przypomniał sobie jak wyglądało świętowanie w jego rodzinie. A obchodziło się różne okazje. Urodziny, czy imieniny to podstawa rodzinnych biesiad z trunkami (bynajmniej nie niskoprocentowymi) i śpiewami, przez które Hoan do tej pory miał sentyment do piosenek biesiadnych. Bo do samej biesiady jako zakrapianej alkoholem zabawy już nie. Poza tym zdarzało się nawet opijanie nowego samochodu czy inne okazje. No cóż, było coś w tym, że Polak zawsze znajdzie okazję do podniesienia kieliszka. Chociaż babcia zawsze uważała, żeby nikt nie stracił umiaru, bo jak mawiała „pije się pod rozum”. A rozum pani Kondraciuk zawsze jej podpowiadał, że butelka postawiona na stole nie musi być opróżniona do dna za jednym posiedzeniem.
Inną kwestią było świętowanie w Japonii. Hoan nie pamiętał z tego czasu zbyt wielu rodzinnych imprez, ale o ile się nie mylił, czysta wódka rzadko była w użyciu. Jeśli już, to rozcieńczona w rożnego rodzaju drinkach. Jego matka niczym królowa brytyjska sączyła gin z tonikiem, ojciec wolał koniak lub whisky. Ale to raczej z naprawdę wielkiej okazji. Do „powszedniego” obchodzenia świąt wystarczyła mu sake. Poza tym w Japonii nie było czasu na świętowanie. To kraj, gdzie się ciągle pracowało, brało nadgodziny i nie miało praktycznie urlopu. Na chorobowe też właściwie nie można sobie było pozwolić, bo każda nieobecność pracownika to dodatkowy kłopot dla firmy i kolegów w pracy. A poza pracą ojciec miał jeszcze etat Obrońcy.
A gdyby teraz ktoś zaprosił Hoana na parapetówkę? No cóż, bardzo by się zdziwił...
Hoan 00:35
U mnie był czas, że się wyprawiało imprezy, ale teraz to raczej kameralnie obchodzimy. Ale w sumie od 18-ki czy 21-ki to się akurat urodzin chyba w ogóle nie obchodzi.
Paweł 00:35
Rodzinnie nie. Ale znajomi obchodzą co roku, a na 30-kę to się robi niemal wesele xD
Hoana to nie dziwiło. Sam na pytanie czy obchodzi urodziny czy imieniny odpowiadał: Jak to co? Jedno i drugie. Chociaż on je obchodził raczej z daleka... To znaczy życzenia od rodziny i przyjaciół, czasem jakiś prezent i tyle. I bardzo dobrze, przynajmniej nie musiał się martwić wyprawianiem imprez.
Hoan 00:35
Wino wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Chyba, że jest jakaś gospodyni, to do tego kwiaty.
Najbezpieczniej cięte, bo nie każdy potrafi doniczkowe utrzymać przy życiu.
Prawda Hoan? Chociaż niektórzy mają problem nawet z ciętymi... prawda Albine?
Paweł 00:35
No... um..
W sumie to kwiaty chyba nie.
Uhm... Właściwie Hoanowi wystarczyła ta odpowiedź, żeby wyciągnąć wnioski.
Hoan 00:36
Więc wino.
Paweł 00:37
Bezpiecznie, z tym na pewno pójdę. Bo z okazji parapetówki to jeszcze jakąś konkretną pościel, jakiś czas temu to był trafiony prezent. A teraz cudowne są.
Według Hoana pościel i komplet dobrych ręczników to zawsze był trafiony prezent. Zwłaszcza na parapetówkę. Swoją drogą ostatnia „konkretna” pościel jaką widział kosztowała trzy stówy. A nie był to żaden perkal, tylko bawełna w barokowy wzór. W porządku, ładna, bawełna dobrej jakości, ale na litość boską, 300 zł za komplet pościeli?! Za 200 to jeszcze się można zastanawiać, bo wychodziło po 100 zł na osobę przy komplecie pościeli dla dwóch osób. Chociaż jak to się mawia „tak cię znać, na ile cię stać”. Pewnie jakby go było stać to i po pościel za trzy stówy by sięgnął... Ale cena ceną. Hoan gdzie indziej widziałby problem.
Hoan 00:38
No w sumie jak para idzie na swoje, to pościel nie byłaby zła. Tylko żebyś z kolorem trafił :D
Paweł 00:38
Ajjj...
To pewnie równie ciężko się wstrzelić, jak z perfumami xD Masakra.
Hoan 00:38
Nigdy nie kupuję perfum :] Jak już coś z kosmetyków, to kąpielowe jakieś. Takie, które obdarzony może przekazać dalej, jak mu nie podpasują xD
Nie ma nic gorszego niż nietrafiony prezent. I nic mniej nieosobistego od koperty z pieniędzmi.
Chociaż to ostatnie zwykle najbardziej odpowiadało Hoanowi jako prezent dla niego. Na szczęście sam nie miał zazwyczaj problemu z wyborem prezentu dla innych. Przynajmniej nikt się nie skarżył. Wręcz przeciwnie, zwykle wszyscy byli zadowoleni. Albo działała intuicja, albo ludzie to dobrzy aktorzy...
Hoan 00:38
Ale jak znasz tych ludzi to powinieneś trafić z kolorem. Choćby patrząc po tym jak się ubierają, to można coś wywnioskować.
Paweł 00:39
Trafię. Jego to od lat znam generalnie.
Też perfum nie kupuję, ale o dziwo jak ja dostaję to zwykle trafione. Chyba bardzo przewidywalny jestem :D
Hoan 00:39
No to nie powinieneś mieć problemu. Poza tym zawsze możesz zdać się na intuicję. Faceci mają ja nie gorszą od kobiet ;)
Zwłaszcza niektórzy.
Uniwersalny brzmi lepiej ;)
Paweł 00:39
Ja tam generalnie nie uważam, że kobiety pod względem intuicji jakoś szczególnie się wybijają ponad mężczyzn, więc się z Tobą zgadzam xD
Hoan 00:39
Jak to dobrze, że dla odmiany ktoś się ze mną zgadza :D
Paweł 00:40
Haha. Coś tam się z Tobą zgadzam. Trochej już piszemy czasami.
Hoan 00:40
Zgodnie z teorią o zbieżnych poglądach (itp.) zresztą ;)
Paweł 00:40
W sumie to komplement xD
No w sumie...
Hoan 00:40
W sumie... to chyba tak xD
Tylko dla kogo...
Paweł 00:41
:D
Ach!
Hoan 00:41
Ale, żeby nie było tak sympatycznie, to jeszcze czas pokaże jak to z tą zbieżnością jest :]
Paweł 00:41
Hahaha. Zawsze jakieś „ale”.
Oj, żebyś wiedział...
Paweł 00:41
To na jaki temat mam się wypowiedzieć? Tylko żadnej polityki i religii xD
Hoan miał dziwne przeczucie, że akurat w kwestii polityki i religii ich zdania mogłyby być podobne. Ale jak nie, to nie. Poza tym to dwa tematy, o które najłatwiej się pokłócić, więc może faktycznie lepiej nie ryzykować.
Hoan 00:42
No ba, pewnie, że zawsze jest jakieś „ale”.
Hahaha, może się tak nie rozpędzaj, życie zweryfikuje w swoim czasie xD
Paweł 00:42
Phi. A ponoć takiś niecierpliwy... xD
Hoan 00:42
Ale nic na siłę ;) Czasem coś musi się potoczyć swoim tempem, naturalnie.
Chociaż była jedna kwestia, w której Paweł mógłby się wypowiedzieć. Ale to za chwilę.
Paweł 00:42
Właściwie to już ode mnie przejąłeś „iks de” czyli xD
Pff. Za krótko mnie znasz.
Hoan 00:42
Błąd. Ja „xD” znam jeszcze z sieciowych RPG-ów :P
Ale generalnie to mam coś, o czym mógłbyś się wypowiedzieć.
Paweł 00:43
Umieram z ciekawości, cóż to takiego xD
Och, z pewnością... – pomyślał z sarkazmem.
Hoan 00:43
Kumpel szukał sobie wzoru na tatuaż. No i znalazł... według mnie pieczęć. Przynajmniej dla mnie tak to wygląda. Rzuciłbyś okiem?
Paweł 00:44
Pewnie. Swoją drogą wybór dziwny trochę.
Hoan 00:44
Wiesz, on ma takie pojęcie o symbolice jak ja o fizyce kwantowej. Generalnie nie jestem przesądny, ale wolałbym, żeby sobie nie tatuował cholera wie czego.
Paweł 00:44
Hahaha. Nie jestem przesądny, ale rozbite lustro zakopuję na rozstajnych drogach? xD
Śmiej się, śmiej, ale ja swoje wiem. A dla moich rozbitych luster nie starczyłoby rozstajnych dróg w okolicy...
Hoan 00:45
Bez przesady. Ale do wszystkiego co uchodzi za czarnomagiczne podchodzę z dużą rezerwą.
Paweł 00:45
Spoczi. Też mam rezerwę do takich rzeczy.
Hmm wzór kojarzę, ale tak od razu nie jestem w stanie powiedzieć nic konkretnego. Musiałbym trochę pogrzebać, ale na 99% to pieczęć. Jutro mogę Ci dać pewną odpowiedź.
Tzn dzisiaj xD
No akurat to na 100% jest pieczęć. Ale może wyciągnę z niego coś więcej jak poszuka. Najchętniej wyciągnąłbym z niego, gdzie szuka, żeby nie musieć do niego latać z każdą pieczęcią.
Hoan 00:46
Jasne. Będę wdzięczny (znowu). No to chyba wypadałoby się zbierać i trochę pospać :] Dzięki za rozmowę i dobrej nocy :)
Paweł 00:46
Również dzięki. Pa.
Pa... Hoan nigdy nie potrafił się przyzwyczaić do tego zwrotu, kiedy pisał go facet. Zwłaszcza, że poza Pawłem znał tylko jednego faceta, który tak kończył rozmowę. Tanaka sam też używał go tylko w rozmowach z dziewczynami. No cóż, uprzedzenia. Spojrzał na zegarek. Dochodziła pierwsza. Dawno mu się nie zdarzyło gadać przeszło półtorej godziny. Tylko z Anką byli w stanie przegadać pół nocy o wszystkim i o niczym. A teraz... Czy on gadał z drugim facetem o kupnie pościeli? Naprawdę najwyższy czas iść spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz