poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 6

łROZDZIAŁ 6
*
Ludzkie gadanie

Gdzie diabeł "dobranoc" mówi do ciotki, 
Gdzie w cichej niezgodzie przyszło nam żyć, 
Na piecu gdzieś mieszkają plotki, 
Wychodzą na świat, gdy chce im się pić... 

Gadu, gadu, gadu, gadu, gadu, gadu nocą,  
Baju, baju, baju, baju, baju, baju w dzień.

Gdy noc na miasteczko spada, jak sowa,
Splatają się ręce takich, jak my 
I strzeże nas księżyca owal, 
By żaden zły wilk nie pukał do drzwi. 

A potem siadamy tuż przy kominku 
Ii długo gadamy, że to, że sio...
Tak samo jak ten tłum na rynku, 
Pleciemy co kto, kto kiedy, gdzie kto... 

Gadu, gadu, gadu, gadu, gadu, gadu nocą,
Baju, baju, baju, baju, baju, baju w dzień.





     Hoan zasnął po drugiej i przespał bite osiem godzin. Ponoć to zdrowo. Po przebudzeniu odruchowo sięgnął po komórkę i odpalił Facebooka. Niestety nie było żadnej nowej wiadomości.

     Litości... Facet może nawet jeszcze nie wstał, a ty już byś chciał, żeby ci odpisał. Opamiętaj się Hoan.

     Przetarł oczy i zastanowił się, czy ma jakiś plan na ten dzień. Oczywiście nie miał. Z zasady starał się nic nie planować. Nauczył się, że najłatwiej przełożyć sprawy zaplanowane z wyprzedzeniem, bo pozostaje zbyt wiele czasu, żeby zacząć się denerwować. Najlepiej wychodziło mu radzenie sobie z czymś, na co miał mało czasu, nagły wyjazd itp. szybka decyzja, organizacja i już. Żadnego kombinowania, myślenia o bolącym żołądku.
     Spojrzał na kalendarz. Od Wszystkich Świętych minęło kilka dni, znicze zdążyły się wypalić... Postanowione. Wstał i przygotował się do wyjścia. Pogoda była całkiem ładna, więc będzie się dobrze szło.
     Mijając alejkę, w której walczył z demonicą, odruchowo zerknął w bok. Jacyś ludzie gorączkowo dyskutowali i pokazywali zniszczone nagrobki. Może sprzeczali się, czy jest sens je odbudować. Albo rozważali, czy to jacyś wandale poczynili takie szkody.
     Po powrocie do domu zjadł w końcu śniadanie. Kolejny nawyk z okresu choroby babci. Nauczył się, że cokolwiek zje, może mu zaszkodzić, więc kiedy miał coś do załatwienia szedł na głodnego. I ta metoda naprawdę zawodziła niezwykle rzadko.
     Znów zajrzał na Facebooka, ale tym razem jak Pan Bóg przykazał, z komputera. Cholera, nadal cisza, a on potrzebował informacji o tej pieczęci.
     Hmm, dzisiaj się chyba nie doczekam – pomyślał kiedy w oczy wpadł mu status Pawła. Niby nic konkretnego, ale widać było, że coś jest nie tak. Zwłaszcza emota z podpisem zły była wymowna. Najechał kursorem na profil Ambroziaka, uniósł palec nad przycinkiem myszy... ale się wycofał. Z jednej strony był ciekawy co takiego się stało. Chociaż ciekawość to nieodpowiednie słowo. Zatroskany? Nie, też raczej nie. Coś pomiędzy zwykłą ciekawością, a troską. Z drugiej jednak strony zna chłopaka zbyt krótko, żeby się wpychać ze swoim zainteresowaniem. Tak, zainteresowanie to chyba najodpowiedniejsze określenie.
     Poszedł pooglądać telewizję. Sam nawet nie zauważył, że zasypia. To tyle jeśli chodzi o  teorię, że ludziom wystarcza osiem godzin snu... Zdążył się obudzić w sam raz na wieczorny blok programów publicystycznych. Świetny zabijacz czasu.
     Kiedy skończył oglądać, zrobił sobie kolację i wrócił do kompa. Sprawdził maile i komunikator. Anka podesłała kilka linków. Czyli u niej wszystko w porządku. To dobrze. Otworzył je po kolei i odesłał swój komentarz. Przejrzał tablicę na Facebooku. Odklikał posty z gier znajomym i wystawił swoje.

     Paweł 20:27
     Hej, a Ty jak tam chłopcze? :)

     Hoan zamrugał. Rozejrzał się po pokoju. Był sam, więc to chłopcze to chyba o nim... Czasy, kiedy ktoś do niego mówił per chłopcze minęły... jakiś czas temu. Swoja drogą wiadomość go zaskoczyła. Ale skoro się odezwał to może poprawił mu się nastrój. Lub chciał się wywiązać ze spełnienia prośby Hoana.

     Hoan 20:28
     Od razu się poczułem o 10 lat młodszy xD
     Ja nie narzekam

     Paweł 00:28
     Haha. No ba.

     Hoan 20:28
     A Ty co dziś w takim smętnym nastroju byłeś?
     Dyskrecję i subtelność diabli wzięli... ech.

     Fuknął na siebie w myślach. Gdzie on się pcha z tym swoim zainteresowaniem. To nie jego sprawa. Tylko, że jakoś... nie potrafił przejść obojętnie.

     Paweł 20:28
     To miło słyszeć, a raczej czytać :)
     A nie wiem. Tzn wiem, ale to raczej nieistotne. Nazbierało się tego i owego i w końcu wybuchło, bo jak nie można liczyć na żadne wsparcie to tak bywa. Cóż poradzić.

     Paweł mógł pisać, że to nieistotne, ale Hoan wiedział swoje. Jego zdaniem „raczej” pewne było, że kolegę coś gryzie. Skąd Tanaka to wiedział? Po prostu to czuł. Poza tym to się wydawało oczywiste. Poza tym może i każdemu się zbierają problemy, ale nie każdy daje o nich sygnał w statusie. A Hoan może i potrafił się zmusić do nie wścibiania nosa w nieswoje sprawy, ale jeśli Paweł sam się pierwszy odezwał, to zasada nie pytania zeszła na dalszy plan. Na czoło wysunęła się... no cóż, troska. Tylko gdzie w takim razie podział się egoizm?

     Hoan 20:31
     No, jeśli każdemu mówisz, że nieistotne to i wsparcia możesz się nie doczekać niestety. Ale mam nadzieję, że masz się komu wygadać (i nie mam na myśli psychoterapeuty).
     Ale jeśli nie masz... ech...

     Paweł 20:33
     Nie piszę każdemu. Pierwszy jesteś. I w tej chwili jedyny.

     Świetnie...

     Nie było za bardzo z kim o tym wszystkim pogadać, bo ani czasu, ani nikt nie mógł się zobaczyć.

     Och, więc padło na mnie... No właściwie nie padło, bo nic nie powiedział poza ogólnikami.

     Hoan 20:33
     Nie miałem na myśli każdego, ani pierwszego lepszego :P
     Nie wyobrażam sobie, żeby nie mieć komu się wygadać. Zaraz, ale przecież ja się nie zwierzam. Przynajmniej nie z tego co najważniejsze, co najbardziej boli... Co nie zmienia faktu, że gdybym chciał, to miałbym komu. Tylko, że nie chcę. Albo dam sobie radę sam, albo... W każdym razie to nie powód, żeby wciągać ludzi w swoje problemy.

     Mimo, że Hoan skutecznie stosował tę zasadę, doskonale wiedział, że to błąd. I każdemu by powiedział, że takie zachowanie jest głupie i, że nie powinno się tak robić. Ale on akurat powinien... Co nie zmieniało faktu, że nawet jeśli się nie zwierzał, to był ktoś, kto by go wysłuchał...

     Paweł 20:34
     Teoretycznie nie lubię się zwierzać, wolę słuchać innych.

     Ło masz, następny... Uhm, a praktycznie? Tak, czepiam się słówek.

     Hoan 20:35
     Znajome klimaty...

     Paweł 20:35
     ??

     Hoan 20:35
     Tzn, że też częściej słucham.

     Tak było. Chociaż sam nie lubił zwierzać się z najcięższych problemów, nie miał nic przeciwko, żeby ktoś zwierzał się jemu. O ile ktoś nie zaczynał od tego znajomości. I nie opierał jej tylko na uwywnętrznianiu się. Ale jeśli tylko potrafił, starał się pomóc i wesprzeć drugą osobę. Chociaż niestety zwykle ograniczało się to do banałów i oczywistych frazesów. W dodatku na odległość...

     Hoan 20:35
     I oczywiście jesteś zbyt dumny, żeby powiedzieć komu trzeba, że potrzebujesz tych odwiedzin jak cholera.
     Typowe...


     Paweł 20:36
     Czy ja wiem, czy dumny...


     Hoan 20:36
     No ja wiem, ciężko znaleźć odpowiednie słowo, ale ono z pewnością leży gdzieś blisko słowa „duma”.

     Hoan wiedział to z własnego doświadczenia. Mógł usychać z potrzeby rozmowy, problemy mogły go przytłaczać, ale dusił w sobie uczucia, aż jemu samemu brakło tchu.

     Paweł 20:36
     Generalnie... to chyba przez to, że od osoby, od której chciałbym się doczekać pociechy, to nie mogę jej oczekiwać. Nawet jeśli to brzmi tragicznie i boleśnie, ale tak jest. Człowiek po prostu czasem mięknie i ma dość.

     Nie możesz od kogoś liczyć na pociechę? Zmień cel – pomyślał z goryczą. Czasem najprostsze rozwiązania są najlepsze. I mógłbyś się zdziwić z jak nieoczekiwanej strony nadejdzie wsparcie. Tylko, że to łatwo powiedzieć. A tak naprawdę... co komu po wsparciu, jeśli nie przychodzi od kogoś, na kim nam zależy...

     Paweł 20:37
     Może szczególnie dojrzały nie jestem, ale uważam, że życie mnie jednak na dosyć twardego ukształtowało. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jak mnie to życie dotknęło i ciągle dotyka.

     Istoty z twardą skorupą, zwykle mają miękkie podbrzusze... Bo tam mają serce...

     A jak Hoan oceniał swój dotyk życia? Czy życie bardzo go dotknęło? W jego mniemaniu nie bardziej niż innych. I nawet jeśli nie zawsze obchodziło się z nim jak z jajkiem, to zdecydowanie lepiej powinien sobie radzić z wyzwaniami. W ogóle jakoś powinien sobie z nimi radzić...

     Hoan 20:38
     Podejrzewam, że skupiając się na tym od kogo nie otrzymujesz pociechy, możesz nie dostrzec tych, którzy chętnie Cię pocieszą jeśli tylko poprosisz :)
     Chociaż prosić o pomoc jest zawsze najtrudniej...

     Paweł 20:38
     Prawda. Mam kilku bardzo bliskich przyjaciół, ale nawet jeśli wysłuchają, to nie załatwi to bycia zrozumianym.

     Hoan 20:39
     No, to już jest jakiś potencjał jeżeli chodzi o pocieszenie :)

     Paweł 20:39
     No, niezupełnie... Tzn jasne, że wysłuchają. Ale nie powiedzą, że rozumieją. Bo nie sposób, żeby zrozumiał ktoś, na kogo osobie się to nie opiera.

     Och, daj im szansę. Nie trzeba mieć takich samych doświadczeń, żeby zrozumieć drugą osobę. Chociaż...

     Hoan 20:40
     Czasem się po prostu nie da zrozumieć mimo szczerych chęci :(

     Paweł 20:40
     Potencjał jest, tylko czasu jakby brak, żeby się zgrać i zejść. A udawać, że się rozumie też nie ma co, bo nie lubię litości, czy grzeczności, a to czuć wtedy.

     No cóż, ludzie nie lubią kiedy ktoś się nad nimi lituje. Hoan też tego nie lubił. Jak i tego, żeby okazywać mu współczucie. Z drugiej strony wiedział jednak, że litość, czy grzeczność to najwłaściwsze, jeśli nie jedyne, co w danej sytuacji można okazać. I czasami taki gest wystarczył.

     Hoan 20:41
     Prawdziwy przyjaciel potrafi okazać wsparcie nawet jak jest setki km od Ciebie. Wiadomo, że Cię nie poklepie po ramieniu, ale powinien wysłuchać, może doradzić jak potrafi.

     Paweł 20:41
     Wiem...

     Wiem, że wiesz, bo to banał... – pomyślał z goryczą. Właśnie, kolejny banał. W banałach był świetny...

     Hoan 20:41
     Przynajmniej ja to tak widzę.

     I siebie bym widział jako właśnie takiego przyjaciela. Ale jestem jaki jestem, więc... no cóż, marny ze mnie pożytek jako z przyjaciela.

     Paweł 20:42
     To potrafią. A ja generalnie muszę sobie tylko humor poprawić i tyle.

     Hoan 20:43
     To i tak więcej niż są w stanie okazać niektórzy ludzie.
     W tym niżej podpisany.
     Albo poprawić humor, albo wygadać. Nawet jak zwykle się słucha, to czasem po prostu trzeba coś z siebie wyrzucić, opowiedzieć co boli, dręczy. Jak nie pomaga do jednej osoby, to do drugiej, aż w końcu ulży.
     A czasem dobrze byłoby stosować się do własnych rad, prawda Hoan?

     Paweł 20:45
     Przyjaciół naprawdę mam wyjątkowych, to fakt.

     To skąd to przekonanie, że nie zrozumieją... Ach, no tak, przecież czasem się nie da zrozumieć mimo szczerych chęci.

     Uśmiechnął się smutno do monitora. Sam też uważał, że ma wyjątkowych przyjaciół. A przynajmniej jedną przyjaciółkę. Ale czy nawet Anka byłaby w stanie go zrozumieć w każdej sprawie? Podejrzewał, że tak, chociaż... naprawdę uważał, że czasem ludzie po prostu nie są w stanie zrozumieć. Ale tak naprawdę Hoan nie miał okazji się przekonać jak bardzo ludzie, których uważał za przyjaciół byliby w stanie go zrozumieć. Po prostu nie dawał im na to szansy. Bo jego zdaniem, skoro nawet on sam czasem nie mógł zrozumieć siebie, to jak mogliby go zrozumieć inni. Ale nie każdy jest Hoanem Tanaką do cholery. A już na pewno nikt nie ma tak pokręconego życia i duszy.

     Paweł 20:46
     Każdy spodziewa się, że mam liczne grono bliskich osób, ale tak nie jest. Palców u jednej ręki z nawiązką by wystarczyło, żeby ich policzyć, ale dobrze mi z tym.

     Od jakiegoś czasu wystarczy mi połowa palców jednej ręki, aby policzyć moich przyjaciół – pomyślał. Ale też mu to nie przeszkadzało.

     Hoan 20:46
     Bo przyjaciół powinno się mieć kilku, sprawdzonych, takich, którym się ufa i może powierzyć (prawie) wszystko.

     Może nie powinien pisać tego prawie... Ale tak uważał, a chciał być szczery. Mimo, że ufał Ance i wiedział, że mógłby jej się zwierzyć ze wszystkiego i znalazłby u niej zrozumienie większe niż u własnej rodziny, to były rzeczy, o których nie był w stanie powiedzieć nawet jej.

     Paweł 20:46
     Zgadzam się.

     Rozsądny człowiek.

     Hoan 20:47
     W przyjaźni jak w niczym innym chodzi o jakość, nie o ilość. Według mnie jak ktoś ma wielu przyjaciół, to to są pozorni przyjaciele.

     Paweł 20:47
     Ale też nie rozumiem, kiedy mnóstwo osób nazywa się przyjaciółmi i nadużywa tego słowa.
     O właśnie, to samo napisaliśmy xD

     Wielkie umysły myślą podobnie – Hoan zaśmiał się w duchu. Wiedział jak megalomańsko to brzmi, ale lubił się czasem dowartościować tym powiedzeniem i podkreślić zbieżność poglądów. Właśnie to cenił u ludzi – kiedy miał z nimi zbieżne poglądy.

     Hoan 20:48
     Bo to są ludzie, którzy nie rozumieją pojęcia przyjaźni. Zatrzymali się na definicji z lat szkolnych. A to jest silna więź, pewien związek.
     Prawie jak miłość...

     Paweł 20:49
     Zdecydowanie!

     Hoan 20:49
     Co dla mnie bardzo ważne, oparty na wzajemności.

     Paweł 20Ł49
     Zawsze mówię, że przyjaźń i miłość dzieli b. cienka granica.

     Hoan aż zamrugał. Ten facet naprawdę ma podobne poglądy. Z tym, że Tanka odpuścił sobie pisanie o tym, że przyjaźń to dla niego niemal to samo co miłość, oczywiście z wiadomymi różnicami. Ale może to dlatego, że poza rodziną innej miłości nie zaznał, ani nikogo nią nie obdarzył. A przyjaźnią owszem i podchodził do niej bardzo emocjonalnie. Czasami nawet aż za bardzo.

     Hoan 20:50
     Dokładnie :)

     Paweł 20:50
     Poza tym przyjaźń zawsze może się przekształcić w bardzo piękną i udaną miłość, ale w drugą stronę to nie działa. Nie zamienisz miłości w przyjaźń. To niesamowite.

     Z tym Hoan nie do końca mógł się zgodzić.

     Hoan 20:51
     Powiedziałbym, że w przyjaźń nie zamienisz miłości, która się kończy, wypala doszczętnie. Kiedy ludzie zdają sobie sprawę, że drogi się rozchodzą, to jest jeszcze szansa, żeby dopalającą się miłość zamienći na przyjaźń.
     Chociaż niektórzy by pewnie uznali, że jeśli miłość się wypaliła, to jej nie było.

     Tak jak mawiali, że jeśli straciłeś przyjaciela, to nigdy nim nie był, z czym Hoan się nie zgadzał. Przeanalizował nie raz swoje przyjaźnie, które minęły i nie powiedziałby, że nigdy nie były przyjaźniami. A może tylko tak mu się zdawało. Może wierzył w to, w co chciał wierzyć...

     Paweł 20:51
     Nieprawda. Miłość jest złudzeniem, procesem chemicznym wywołanym przez hormony. To one tworzą przywiązanie i powodują, że czujemy się dobrze ze sobą. Tylko ludzie czasem mylą motylki w brzuchu z oznaką miłości. A kiedy ten skądinąd przyjemny trzepot ustaje mówią, że miłość się skończyła. A „kocham Cię” trzeba czasem rozumieć jak „dziękuję, że jesteś”, a nie wyznanie motylków.

     Hormony? Przywiązanie? Człowieku, co Ty robisz w związku z takim podejściem?! – Hoan aż się wyprostował. Na litość boską, w jakich związkach ten człowiek był, że ma takie podejście? OK, trzeba wziąć poprawkę na brak doświadczenia Hoana i być może wyidealizowany obraz miłości, ale serio, hormony? I nic poza tym? A nie, jeszcze przywiązanie. Jak do psa. No dobrze, może to za ostre, ale... przecież wiadomo, że motyle w brzuchu kiedyś się kończą, ale to co pozostaje lub nadchodzi po nich, to nie jest czysta chemia. Zawsze gdzieś w tle są uczucia. No chyba, że nie ma. Ale co to wtedy za miłość...?
     Spokojnie Hoan, nie nakręcaj się.

     Hoan 20:53
     Sprowadzanie miłości do hormonów uważam za mało romantyczne, nawet jak na mnie. Niemniej jednak motyle w brzuchu mają niewiele z miłością wspólnego.

     Paweł 20:53
     Jak widać poglądy ludzi zmieniają się z doświadczeniem xD
     Nom.

     Hoan 20:54
     Bo to doświadczenie kształtuje ludzi i ich poglądy.

     Bezpieczniejszy temat.

     Hoan 20:56
     Wracając do meritum. To skoro masz sprawdzonych przyjaciół i mimo, że możesz im się wygadać, to w czym problem?
     Poza Twoją niechęcią do zwierzeń.
     Którą akurat rozumiem.
     Ale chwilowo chyba potrzeba jest silniejsza od niechęci?
     A wygląda tak, jakbyś chciał, a boisz się.
     Co w sumie też bym zrozumiał...

     Paweł 20:57
     Jednego nie ściągnę, bo ma nocną zmianę, a potem uczelnia. A drugi wyjechał za granicę. Częściowo urlop, częściowo ucieczka od świata.

     A mamy XVII wiek i wiadomości wysyłamy dyliżansem...

     Hoan 20:58
     Aha, zaszył się w głuszy bez Internetu, bywa...

     Paweł 20:59
     Nom.
     Wróci na weekendzie i znów obowiązki xD

     Hoan 21:00
     Do weekendu to zdążysz zaliczyć jeszcze ze 2 stany depresyjne.
     A szkoda by było.
     Ale w sumie cały weekend będziesz miał na wygadanie się.
     Oby tylko pomogło.
     Sorry, to moje cyniczno-sarkastyczne ja czasem dochodzi do głosu.

     Paweł 21:02
     Oby. Chociaż co innego się wygadać, a co innego poukładać sprawy zawodowe, rodzinne i związkowe. A to byłoby o wiele lepsze i wygadać się by już potrzeby nie było.

     Nie można mieć wszystkiego niestety.

     Paweł 21:02
     Dziś złożyłem CV i teraz mogę tylko czekać aż się odezwą. Nie lubię takiego czekania.

     Hoan 21:02
     No to powodzenia :)

     Paweł 21:03
     Nie dziękuję :)

     Hoan 21:03
     A jak się uda, to pozostanie Ci tylko rozwiązać jeszcze kwestie rodziny i związku. Chociaż niektórym się nie dogodzi.

     Paweł 21:03
     Bo i nie da się wszystkim.

     Hoan 21:04
     Dlatego grunt, żeby dogadzać sobie. A innych... wystarczy przy tym nie ranić i jest się in plus.
     No dobra, wcale tak nie myślę. A przynajmniej nie do końca...

     Paweł 21:04
     Nie no, aż takiego egoistycznego podejścia to nie będę miał xD
     W sumie nie jest egoistyczne, bo nie raniłbym xD

     Pfff.

     Hoan 21:04
     Każdy jest trochę egoistą.
     A niektórzy bardziej od innych...
     Ponoć jedynacy częściej, ale uparcie będę twierdził, że to nieprawda :]
     Nawet jeśli w głębi uważam, że tak właśnie jest.

     Paweł 21:05
     Nie mam zdania :P

     Hoan 21:05
     Dyplomatyczna odpowiedź ;)
     A ja się chyba dziś będę zbierał wcześniej niż wczoraj (które w zasadzie było dzisiajem).
     Trzeba się ewakuować zanim się pokażę od jeszcze „lepszej” strony...
     Jeszcze trochę TV i może raz spać przed północą.

     Paweł 21:06
     Ja też powinienem. Jutro kolejna runda z CV, dobrze by było potencjalnych pracodawców sińcami pod oczami nie straszyć xD

     Hoan 21:06
     Cieszę się, że się odezwałeś :) Spokojnej nocy i do miłego.

     Paweł 21:06
     Cieszę się, że wytrzymałeś mój wisielczy humor
     Spokojnej nocy.

     To Ty jeszcze nie znasz mojego wisielczego humoru.

     Hoan 21:07
     Albo jestem wyjątkowo odporny, albo wisielczy humor nie bardzo dał o sobie znać. Obstawiam to drugie ;)

     Paweł 21:07
     Haha, dzięki:)
     Może nie jest ze mną tak źle rzeczywiście.

     Hoan uniósł kącik ust w półuśmiechu.

     Hoan 21:07
     Jesteś do odratowania ;)
     O ile dasz się ratować :P
     Dobranoc

     Paweł 21:08
     Dobranoc, spokojnej nocy.

     Hoan przyjrzał się końcówce rozmowy. Poważnie, „cieszę się, że się odezwałeś”? Co się z nim dzieje, miał gorączkę, czy co? Nie, żeby to nie była prawda, ale żeby od razu to pisać? Z wiekiem robi się coraz bardziej sentymentalny. Ale naprawdę miał nadzieję, że Pawłowi się ułoży. I że się wygada przyjaciołom. Bo jak nie im...
     Chyba faktycznie miał podwyższoną temperaturę. Dotknął ręką czoła. Ciepłe. Rewelacja, tylko tego mu brakowało, żeby się przeziębił. To pewnie przez tego wodnego elementalistę. Chociaż Hoan na wylot znał swoje objawy chorobowe, bywał przeziębiony średnio dwa razy w roku. I nigdy choroba nie zaczynała się od gorączki. Niemniej aspiryna i kołdra powinny pomóc.

1 komentarz: