ROZDZIAŁ 4
*
Jesienna Zaduma
Nic nie mam
Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet
Nie zważam
Na mody byle jakie
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem
Rzeczywiście tak jak księżyc
Ludzie znają mnie tylko z jednej
Jesiennej strony
W tym roku czas melancholii i zadumy charakterystyczny dla Hoana przyszedł wcześniej niż zwykle. Zazwyczaj dopadał go zimą. Stawał wtedy w oknie i wpatrywał się w biel śniegu odbijającą światło księżyca. Było tak jasno i tak mroczno zarazem. Uwielbiał ten efekt i mógłby się tak gapić godzinami rozmyślając. W tle leciał wtedy kawałek Zapomnij o tym, który potrafił grać w pętli dobrą godzinę. I tylko zapomnieć się nie dało...
Ale to było w klasie maturalnej, kiedy na dobrą sprawę dopiero uczył się poważnych relacji z ludźmi. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Do tej pory zdążył już prawie zapomnieć tamte emocje wyprane przez upływ czasu.
Swoją drogą właśnie zdał sobie sprawę, czego mu w tym mieszkaniu brakowało. Wykuszowego okna. Takiego z wnęką, gdzie można zrobić ławę do siedzenia, z której godzinami można by obserwować świat za szkłem, popijając gorącą herbatę. Na ostatnim piętrze kamienicy były mieszkania z takimi oknami. Ba, nie dość, że z wykuszowymi, to jeszcze z dachowymi, przez co były to najjaśniejsze lokale w całym domu. Tylko trochę dużo okien do mycia. Ale gdyby tak zamienić mieszkania... Chyba się trochę rozmarzył.
Podszedł do komputera i zapuścił swoje ulubione muzyczne smuty. W końcu odrobina melancholii nikomu nie zaszkodziła. Zajrzał na Facebooka, sami gracze i kilka osób z grupy. A on chyba by z kimś pogadał. Ale o tej porze Anka była jeszcze w pracy. Dla zabicia czasu postanowił zrobić porządki w swoim profilu, pousuwać zdjęcia i zmienić profilowe na bardziej aktualne. To miało chyba z rok. Albo z miesiąc, sam już nie pamiętał. Przeglądając albumy stwierdził, że musiałby usunąć wszystkie zdjęcia, na których był. Swoją drogą to zabawne, bo zawsze przed aparat trzeba go było wołami zaciągać. A zdjęcia profilowe sam sobie robił raz na jakiś czas. Ale na nich przynajmniej nikt nie kazał mu się na siłę uśmiechać. W końcu wgrał nowe zdjęcie. Postać Łowcy Demonów z popularnej gry. No cóż, ciągnie wilka do lasu. Ale odpowiadała mu mroczność tej postaci, pewna niedostępność i spojrzenie mówiące „bez kija nie podchodź”.
Cały ja – pomyślał z zadowoleniem przemieszanym z goryczą.
Ledwo zdążył pójść po herbatę, kiedy odezwał się dźwięk świadczący o komentarzu pod postem.
LOL, ustawiasz swoje zdjęcie – pies z kulawą nogą nie zauważy, dasz Łowcę Demonów, zlecą się jak muchy do miodu. Trzeba jeszcze było zareklamować swoje usługi.
Kiedy wrócił do komputera okazało się, że pomylił dźwięki. To nie komentarz tylko komunikator. Zawsze miał problemy, żeby te dzwonki odróżnić.
Paweł 15:12
Zmiana image'u się szykuje? xD
Hoan 15:14
To moje ładniejsze oblicze. Pełnia się zbliża, trzeba zmienić skórę ;) I skopać kilka demonicznych tyłków :D
To ostatnie było akurat prawdą. Tak się składało, że nie tyko wariaci wyrastali w czasie pełni, jak grzyby po deszczu. Demony też się wtedy uaktywniały.
Paweł 15:14
Realne też masz twarzowe.
Pff... jak cholera.
Hoan 15:14
Mam inne zdanie na ten temat ;]
Paweł 15:15
Oczywiście, przecież wiesz lepiej :P , Co tam, że inni mówią, że jest w porządku.
Paweł oczywiście miał rację. Hoan był najlepszym potwierdzeniem tego, że zwykle nie słuchamy kiedy nas chwalą, bo wiemy swoje. A Tanaka zawsze wiedział najlepiej. Zwłaszcza jeśli chodziło o obiektywne ocenianie samego siebie...
Hoan 15:15
To nie jest kwestia, że wiem lepiej sam, tylko mam odrobinę samokrytycyzmu.
Z naciskiem na odrobinę.
Paweł 15:15
Ja od rana generalnie mam chandrę, bo pogoda do d...
Hoan 15:18
Na chandrę dobra jest czekolada. Albo zakupy :D Poza tym taka pora roku, złota polska jesień się kończy, trzeba przetrwać do wiosny.
Kiedy to jest prawdziwy boom depresyjny i rośnie odsetek samobójstw... Ale to nie dotyczy szczęśliwie zakochanych.
Paweł 15:22
Ależ jesień mi absolutnie nie przeszkadza, przeciwnie wręcz. Z jednej strony złociste, karminowe i bursztynowe liście, z drugiej długie chłodne wieczory ocieplane gorącym kakao, albo jeszcze lepiej grzańcem <3 Generalnie to moja ulubiona pora roku, ale tak to już jest, że od przybytku jednak czasem głowa boli xD
Z jednej strony kałuże i błoto, z drugiej rosnące rachunki za ogrzewanie... ale pozazdrościć romantycznego spojrzenia.
Hoan 15:24
Wolę wiosnę. Zimę lubię tylko za oknem.
Paweł 15:29
A to Ty zapadasz w sen zimowy i budzisz się dopiero na wiosnę? xD Dobrze Ci, ze nie musisz na mróz wychodzić ;)
Hoan 15:30
No niestety zwykle jednak wychodzę... Ale i tak jest nie najgorzej. A z dwojga złego lepiej chandra niż depresja.
Paweł 1532
Jakby się tak zastanowić... do depresji niby mi zawsze jakoś blisko, ale staram się pozytywnie myśleć.
Ale takie czasy, że każdy potrafi być rozdrażniony, wiecznie w stresie... A bo to wiele potrzeba?
Zwykle mniej niż by wypadało...
Hoan 15:33
Ło masz... następny pesymista... ale przynajmniej się starasz ;)
Paweł 15:33
No ba.
Hoan 15:34
Ja się nie staram, bo mi nie wychodzi. Ale innych namawiam do optymizmu.
Bo optymizm to fajna sprawa. Tylko nie każdy się nadaje.
Paweł 15:35
Hahaha. Teoretycznie to bycie pesymistą chyba trudne nie jest.
Hmm, i tak i nie... Łatwo być pesymistą, ale żyć będąc pesymistą... to już takie łatwe nie jest.
Hoan 15:36
No pewnie. Zawsze można dostrzec tę gorszą stronę wszystkiego. Nawet jak ktoś ma pozorne szczęście, to można wynaleźć sto powodów, żeby zacząć myśleć inaczej.
Ale w sumie na dłuższą metę nie szukam powodów do zmartwień.
To może marny ze mnie pesymista.
A tam, marny... pierwszorzędny! A zmartwień nie szukam, bo to one znajdują mnie.
Paweł 15:37
Kolejny dowód na to, że życie bez problemów zwyczajnie niemożliwe jest. Byłoby zbyt puste bez nich.
Ale o ile spokojniejsze...
Hoan 15:37
Ludzie zawsze sobie jakiś problem znajdą. A jak nie problem, to chociaż powód do narzekania.
Paweł 15:38
Na co dzień traci się tyle czasu na rozwiązywanie już istniejących problemów, że wynajdywanie sobie nowych jest najgorszym, co można robić.
Hoan 15:40
Ja jestem zdania, że problemów nie trzeba sobie wynajdować, bo to one zawsze nas znajdą prędzej, czy później. Zwykle prędzej niestety.
Paweł 15:40
Dobre podejście. Muszę podobny kurs obrać.
Hoan 15:41
Ale żyć wyłącznie problemami nie sposób, bo można spaskudzić życie sobie i innym.
Jak się ma komu.
To chyba po to ktoś wymyślił hobby, żeby ludzi relaksowało i odciągało od problemów :D
Paweł 15:42
I dlatego czasem nam się wydaje, że kiedy mamy problemy, kiedy nam źle, to nikt z bliskich nas nie rozumie... A to naszego podejścia, że wciąż jakieś problemy mają dosyć.
Ale ciągle teoretyzujemy? Poza tym czasem po prostu jest nam źle...
Hoan 15:43
Jak nie rozumie Cię nikt z bliskich, to szukaj zrozumienia u obcych. Często jest tak, że wsparcie i zrozumienie otrzymujemy z najmniej oczekiwanej strony.
Tylko trzeba zaufać ludziom... Albo nie szukać zrozumienia w ogóle...
Paweł 15:45
To prawda.
To stary banał. Ale w tej chwili nie stać mnie na nic lepszego.
Hoan 15:46
No ba, ja jestem prawdomówny chłopak ;)
Paweł 15:47
To bardzo dobra cecha :)
Hoan 15:47
Kiedy trzeba :D
Paweł 15:48
Hahaha.
Hoan 15:49
Wbrew pozorom czasem lepiej, jeśli nie kłamać, to przynajmniej milczeć.
A to trudna sztuka. Przynajmniej dla mnie.
Paweł 15:50
Będę się zbierał wkrótce. Nie mogę za wiele czasu na Facebooku spędzać, bo za bardzo odciąga od życia. A to zadziwiające aż ile tu ludzi, którzy są on-line bez przerwy.
Ekhm, za innych się nie wypowiem, ale...
Hoan 15:52
Jak się nie ma pracy i nie prowadzi bogatego życia osobistego, to się jest on-line.
Bogatego czytaj jako żadnego. Za siebie też się nie powinienem wypowiadać, bo robię się żałosny.
Paweł 15:53
A myślisz, że ja to co? Też pracy nie mam, ale jakoś nie zalegam na fejsie całymi dniami. Może nocami częściej ostatnio xD Ale i tak staram się ograniczać ^^
To ja się lepiej nie będę chwalił od kiedy nie mam pracy.
Hoan 15:55
Ale nie spełniasz drugiego warunku.
Paweł 15:58
Spełniam trochę. Wokół trzech osób się obracam, a najczęściej wokół jednej. Bo cała reszta za chlebem wyjechała za granicę.
A ja się obracam wokół czterech ścian i głównie jednej osoby, która nawet nie jest pod ręką. Demonów oczywiście nie liczę. Bo co do reszty... ale przecież tak mi dobrze.
To skąd to uczucie żalu.
Hoan 16:00
Nie, żebym się licytował, ale ja się obracam wokół sklepów na osiedlu i dwóch osób. A reszta wirtualnie, więc mnie nie przebijesz ;]
Paweł 16:00
… Nie licytujmy się.
Na razie ubolewam, że straciłem oszczędności na ostatnim wyjeździe i do Indii nie polecę. A moja druga połówka leci...
Obieżyświat. Też kiedyś lubiłem podróżować. Kiedyś... I znów ta dziwna forma...
Hoan 16:05
Auć.
Hmm, zakładając, że mam drugą połówkę... Nigdzie bym się bez niej nie ruszył. Albo razem, albo wcale. Chociaż... ech, gdybym to ja miał zostać, to bym ją namawiał, żeby jechała, udając, że jest ok. Bo dlaczego ktoś ma zmieniać swoje plany z mojego powodu.
Hoan 16:06
Ja bym się w ogóle do Indii nie pchał.
Chyba, żeby mi zagwarantowali porządny hotel i restaurację dla turystów.
Paweł 16:06
Auć jak diabli.
Czemu? Co prawda tydzień, ale cztery loty, w obie strony za 300 zł.
No cena atrakcyjna. Ale mimo to...
Hoan 06:07
Bo na obrazkach pięknie Indie wyglądają, ale ja jestem zbyt przywiązany do szeroko pojętej cywilizacji.
A właściwie to bardzo wąsko pojętej, czyli asfaltu, murów, łazienki i sanepidu. Poza tym samolot...
Hoan 16:08
Znajoma ostatnio wróciła z Indii i po obejrzeniu fotek z opisem, utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że wojaże po tamtych rejonach to nie dla mnie.
W ogóle w grę wchodziłaby tylko Europa, bo po niej można się było przemieszczać autobusem. Poza tym trochę się w życiu najeździł. W każde wakacje spędzone z babcią rodzice organizowali im jakiś wyjazd. Więc była Dania, Austria, Węgry, Słowacja, czy Włochy. Szkoda tylko, że był za młody, żeby docenić w tych podróżach to, co naprawdę istotne. A teraz, kiedy by mógł, wyzwaniem było dla niego wyjechać poza granice powiatu. Chyba, że w grę wchodziły demony... Ale gdyby miał gdzieś pojechać? Wróciłby do Rzymu, pod fontannę di Trevi. I wybrałby się do Paryża. A potem Aten i Londynu. Może kiedyś...
Paweł 16:08
Ja nie lubiłem podróży do czasu. Wciągnąłem się dzięki mojej drugiej cząstce, bo uwielbia fotografię i ciągle szuka nowych plenerów. Ale tak naprawdę to potrafi zatrzymać się nawet przy jakiejś starej bramie i ją obfotografować. Ale trzeba przyznać, że oko ma dobre. A co do podróży... no tak, generalnie nie lubię podróżować.
I znów ta druga cząstka. Ale dobrze, że masz kogoś, kto jest w stanie Cię czymś zarazić. Ja od ludzi zarażam się jedynie katarem...
Hoan 16:09
Domator?
Paweł 16:09
Chociaż to co udało mi się zobaczyć na żywo, a co znałem z albumów lub telewizji, to nie do przecenienia jest. W samej Europie nawet...
Domator...
Oj, tak, architektura, zabytki i dzieła sztuki, zwłaszcza te klasyczne, potrafią wywrzeć na człowieku wrażenie.
Paweł 16:10
Trochę tak…
Mnie ostatnio Warszawa przytłoczyła, jak byłem. Jakoś nie przepadam za tym miastem, z całym szacunkiem oczywiście.
Oczywiście... Nie dziwię się. Stolica stolicą, ale mając na co dzień zamojski rynek... Jak wygram w totka to sobie tam jakieś mieszkanie kupię – uśmiechnął się do siebie. Chociaż lepiej nie.
Hoan 16:12
Ale mieszkania w Zamościu to zazdroszczę. Byłem za dzieciaka i od tamtej pory ciągle uważam zamojski rynek za jeden z piękniejszych obiektów architektonicznych.
Nawet jeśli raz na jakiś czas pląta się tam jakiś demon. Ale gdzie one się nie plątają...
Paweł 16:12
No Zamość to oaza spokoju. Naprawdę jak samowystarczalny organizm.
Pewnie by mi się spodobało. Lubię spokój. Dlatego tak mi dobrze na przedmieściach. Mimo, że prawie w bloku. I mimo demonów...
Hoan 16:12
Ja mam to szczęście, że mieszkam poza Warszawą i nawet nie muszę do niej jeździć jak nie chcę.
I nie jeżdżę. Zwykle. Chociaż może by się przydało za jakąś pracą pojeździć...
Paweł 16:12
Hahaha, dobre wyjście.
Idealne.
Hoan 16:14
Dla mnie naprawdę idealne.
Paweł 16:14
Dla mnie pewnie tez by było.
To się przeprowadzaj – zaśmiał się w duchu.
Hoan 16:14
Z jednej strony jeszcze nie miasto, z drugiej jak potrzebuję większe zakupy, to centrum handlowe 10 min. autobusem, a na dobrą sprawę wszystko mam pod nosem.
Lubię takie przedmiejskie klimaty. Już nie wsi spokojna, wsi wesoła, a jeszcze nie wielkiego miasta gwar.
Paweł 16:17
No i super. Dobra, uciekam. Do wieczora.
Hoan 16:17
No hej, 3m się.
Do wieczora? Czyżby...?
Hoan odebrał maila od matki. Miała mu porobić zdjęcia mebli i ogólnie całego wyposażenia jakie mieli w domu. Kobieta przyłożyła się do tego. Sfotografowała każdą firankę, zasłonę, komplet pościeli i bibelot. Zgodnie z zaleceniem syna zresztą. Miało to ułatwić katalogowanie i decyzję co zostawić w Japonii, a co przywieźć do Polski.
W myśl zasady, żeby nowe życie zacząć od nowego wnętrza Hoan liczył, że matka przywiezie jak najmniej rzeczy ze sobą. Zwłaszcza, że lubiła chomikować i w szafach miała jeszcze wypłowiałą pościel, którą wzięła z Polski. I nie była to pościel wysokogatunkowa. Nawet babcia lata temu śmiała się, że Elżbieta powinna to przerobić na szmatki do kurzu.
I tak zdjęcie za zdjęciem chłopak poznawał zawartość szaf, kredensów i komód. Zaczął od zaznaczania tego, co jego zdaniem od razu mogło wylądować w koszu. Osobiście miał nadzieję, że część tych rzeczy była nietrafionymi prezentami. Bo gdyby to był rzeczywisty gust jego matki... wzdrygnął się na samą myśl.
Do osobnego folderu wrzucił zdjęcia rzeczy, które oczami wyobraźni widział już w nowym domu rodziców, a także pamiątki, które nawet jeśli nie były zbyt urodziwe, to nawet on nie miałby serca ich wyrzucić. Pozostawało mieć nadzieję, że nowy dom miał obszerną piwnicę, lub strych...
Na koniec pozostały rzeczy sporne. Za dobre, by wyrzucić, ale zbyt brzydkie, żeby je zatrzymać. Poza tym prawdopodobnie matka żywiła do nich jakiś niezrozumiały sentyment. O te rzezy pewnie stoczy z nią batalię. Ale może ojciec go wesprze i przekona żonę, że lepiej je oddać potrzebującym. Oby tylko nie zauważył, że w miejsce tych rzeczy trzeba będzie kupić nowe...
Jeśli nie był pewny swojej decyzji, pytał Ankę o radę. Zwykle utwierdzała go w słusznym przekonaniu. Czasem tylko nie zgadzali się w kwestii koloru lub wzoru, ale wtedy z kolei Hoan zdawał się na intuicję i znajomość własnej matki. Zresztą w takich sytuacjach Anka mawiała „ale to Twoja mama, znasz ją”. No cóż, załóżmy...
Hoanowi wydawało się, że ich dom w Japonii nie był aż taki duży, żeby pomieścić taką ilość rzeczy. Zdjęć było blisko tysiąc, a rzeczy na nich i tak były fotografowane grupami. Gdzie oni to wszystko trzymali? Chłopak sięgnął pamięcią do czasów, kiedy mieszkał w Japonii. Salon z jadalnią , przedpokój, dwie łazienki, kuchnia, dwie sypialnie – w sumie jakieś... dziesięć okien. I to max. A firan... matka mogłaby zmieniać wystrój okien co miesiąc i przez rok nie wykorzystałaby wszystkich firanek. Zresztą takich, które nie budziły żadnych wątpliwości Hoan naliczył jakieś pięćdziesiąt kompletów. Skąd ta kobieta to brała? To samo z zasłonami i pościelą. A może rodzice prowadzili pensjonat...
No dobra, Hoan zaczynał się domyślać po kim ma wrodzoną jak się zdawało rozrzutność. Ale nawet on nie kupował każdej jednej rzeczy, jaka mu się spodobała. No, przynajmniej ostatnio... Ale tak czy inaczej nie dziwił się, że to wszystko zalegało w szafach. Na miejscu jego ojca sam by to pozdejmował i schował jak najgłębiej. I nie puszczał żony samej na zakupy... Swoją drogą już wiedział co im będzie potrzebne w nowym domu – worki próżniowe! I dużo kartonów... Bo różnego rodzaju bibelotów i kurzołapów Elżbieta przez te wszystkie lata uzbierała bez liku. A część z nich budziła nie tyle wątpliwości, co odrazę... Dobrze, że chociaż zastawa stołowa była z wysokiej półki. Tylko przewiezienie jej do Polski w nienaruszonym stanie będzie nie lada wyzwaniem.
Kiedy przekroczył jedną czwartą zbioru, poszedł po zapas coli. Będzie tu siedział do rana i to segregował. Dywany, obrazy, talerze, kubki, szklanki, sztućce – kalejdoskop przedmiotów. Było kazać matce samej podejmować decyzję, a nie brać to na siebie. Ale chciał się do czegoś przydać. Lubił być pomocny. A tak rzadko miał ku temu okazję... Poza tym gdyby wzięła wszystko, cała tę selekcję musieliby zrobić tutaj. A tam, na miejscu część rzeczy można by wystawić na sprzedaż i „zarobić” na worki i kartony...
Przed kolejną setką zdjęć uratował go dźwięk czatu. Całe szczęście, bo nawet dla Hoana tyle elementów wyposażenia wnętrz to za dużo.
Paweł 21:44
Nie wiem, czy pijesz, ale wpadaj na czereśniówkę xD
Dostałem niedawno, ale takich trunków nie znoszę serdecznie.
A jednak... No cóż, nie jesteś w tej niechęci odosobniony.
Hoan 21:46
Nie piję, ale mogę polewać ;)
Paweł 21:47
Hahaha
Hoan 21:47
Wódka smakowała mi raz – cytrynówka domowej roboty.
Przypomniał sobie te czasy. Weekend na kilka tygodni przed maturą. Andrzej postanowił go rozerwać i wyciągnął nad morze ze swoim kumplem Marcinem. Chociaż tak naprawdę to Marcin chciał rozerwać Andrzeja, a ten nie miał zamiaru „cierpieć” sam i pociągnął za sobą Hoana. Wtedy jeszcze próbował się dopasować. Niby żadne szaleństwo. Dwa dni nad morzem z dala od domu i problemów. Czerwcowa bryza, ciepły piasek i zimna wódka. Ach, no i korpusy mew tu i ówdzie... No cóż, uroki Bałtyku. A wieczorem grill i cytrynówka, którą później trochę odchorował. Po prostu alkohol nie był dla każdego. A na pewno nie dla niego. Od tamtego czasu na szczęście nauczył się odmawiać kieliszka. Zresztą siedząc w domu i tak nie miał okazji. Poza tym on naprawdę nie lubił alkoholu. Żadnego.
Paweł 21:48
No to ja generalnie też nie piję. Tylko piwo czasami lub częściej wino. Ale dziś, jak trzeba, to nie ma z kim...
A od kiedy to smutki topi się w alkoholu...
Hoan 21:48
Trzymaj tę wódkę na specjalną okazję.
Paweł 21:48
Raczej podaruję.
Hoan 21:48
Albo dasz komuś, kto doceni ten zacny trunek xD.
Zaśmiał się widząc, że napisali o tym samym.
No widzisz, zawsze jest wyjście ;)
Paweł 21:49
No raczej...
No raczej... Gdzie Hoan już to słyszał? Kiedyś to było popularne powiedzonko, ale... ach, tak. Marcin go używał dość często. WOW, minęło już tyle lat, że Tanaka był pewien, że to już dawno wyszło z obiegu.
Paweł 22:06
Właśnie dzisiaj mi przysłali nową książkę
Hoan zastanowił się kiedy ostatnio coś czytał. W sensie coś nowego, a nie po raz kolejny książki, które stały u niego na półce. Szczerze mówiąc nie pamiętał. A lubił czytać. Kiedyś potrafił przebrnąć przez 950 stron w jedną dobę. Nawet nie całą, bo zaczął czytać po obiedzie, a skończył następnego dnia jeszcze przed drugim śniadaniem. Przy okazji zarywając noc. Ale ostatnio więcej czasu spędzał przed komputerem i TV niż nad zadrukowanymi kartkami.
Hoan 22:07
Jaki tytuł?
Zobaczymy coś tam wygrzebał...
Paweł 22:07
Magia przez wieki. Skusiło mnie, że na okładce nie było jakiś kręgów horoskopowych, czy amuletów, a reprodukcja obrazu. Ale kupowałem trochę w ciemno i boję się, czy to nie kolejny zbiór horoskopów i pierdół. Czekaj, idę po nią, bo nie miałem dziś nawet kiedy rozpakować.
No tak. W sumie mógł się spodziewać, że Ambroziak czyta publikacje tego typu. W końcu skądś tę wiedzę o demonach też zaczerpnął. Swoją drogą to dość niezwykłe. Zwykle ludzie sięgali właśnie po takie zbiory z horoskopami, których nawet na półce jego babci było tyle, że Tanaka miałby problem z wymieniem wszystkich rodzajów „zodiaku”.
Paweł 22:07
Pewnie się nie wciągnę, ale akurat dzisiaj AŻ TYLE mam do roboty... Podejrzewam, że zacznę to czytać nawet jeśli będzie to książka „kucharska” o eliksirach miłosnych xP
Nie marudź, ja też nie mam nic do roboty i to codziennie, a żyję. No, poza chwilami kiedy mam do roboty aż za dużo. Poza tym marudzenie to moja działka.
Hoan 22:08
No tak, gdyby nie to, że niedziela, to pewnie byś cały dom posprzątał :P
Co w sumie ja powinienem zrobić. Czyli jednak mam coś do roboty na cały dzień...
Paweł 22:08
Ja generalnie zajmuję jeden pokój. Także niewiele tego.
Hoan 22:09
Oj, w jednym pokoju może być roboty na cały dzień.
Wiem, co mówię – pomyślał patrząc na piętrzącą się stertę płyt na komodzie, które czekały na ułożenie na regale i kilka toreb z książkami po babci, które miał wynieść do biblioteki. Nie wspominając o koszu z praniem...
Paweł 22:10
E tam, staram się, żeby ciągle był w nim porządek. To i czasu mniej zajmuje jak trzeba ogarnąć.
Akurat taka cecha by się Hoanowi przydała. Albo po prostu mniej lenistwa, bo jak chciał to potrafił posprzątać na błysk, a pedantyczna natura nakazywała mu układać filmy alfabetycznie, książki rozmiarem, a ubrania w szafie kolorami i typami. Ale zamiłowanie do porządku i pedantyzm to nie to samo.
Paweł 22:11
z/w, idę po tę książkę i jakieś szamanie.
Hoan 22:11
Smacznego. I czekam na recenzję ;)
Paweł 22:17
A dziękować, dziękować :D Nic tak jak jedzenie samopoczucia nie poprawia :)
Polemizowałbym...
Hoan 22:17
Hmm, jest w tym trochę prawdy. Znalazłbym coś, co jeszcze poprawia samopoczucie. Ale w taki sposób jak jedzenie to faktycznie nic ;)
Paweł 22:19
Zdecydowanie. Zwłaszcza jak kocha się jeść tak, jak ja.
To i pewnie dobrze gotuje. Farciarz.
Hoan 22:20
To czym tak sobie dogadzasz? Bo na wódkę to chciałeś zapraszać, a kolacją to się już nie podzielisz? :P
Paweł 22:21
Generalnie zrobiłem sobie dziś wolne od garów i od pracy w ogóle, więc po prostu stos tostów z zapieczoną szynką, cudownie roztopionym serem i nieprzyzwoitą ilością ketchupu.
Czyli kwintesencja wykwintnej kuchni... I przy okazji szczyt moich możliwości...
Hoan 22:22
Po studencku, ale smacznie. Wyjmuj drugi talerz, wpraszam się na kolację :D
Paweł 22:23
Zapraszam, jakby co to się dorobi ;)
A no po studencku, bo to nie pora, żeby kombinować coś ambitniejszego. A to szybkie, sycące i co tu ukrywać – smaczne.
No cóż, mnie się nie chce kombinować niezależnie od pory.
Hoan był przekonany, że nigdy się nie nauczy gotować. Z braku predyspozycji i lenistwa. Zwykle nie miał czasu, żeby zrobić choćby jajecznicę. Poza tym wystarczyły mu kanapki, robiło się je szybko i też były sycące. A, że na zimno... to mu nigdy szczególnie nie przeszkadzało. Poza tym przecież nie każdy musiał umieć gotować. Może sobie znaleźć gotującą żonę...
Hoan 22:25
Najważniejsze, żeby smakowało i syciło :)
Paweł 22:25
Życiowa prawda! Znów z/w, bo muszę oddzwonić do kogoś, do kogo się co wieczór dzwoni. Dziś się ta osoba nie doczekała i sama zadzwoniła, ale nie mogłem odebrać. Pewnie się martwi xD
No to chyba do mamy. Bo do innych raczej chce się dzwonić, a nie trzeba...
Hoan się czepiał. Jak zwykle. Tak już miał, że czasem (a może nawet często) się czepiał i był uszczypliwy. Ale w sposób (przynajmniej taką miał nadzieję) sympatyczny. Nie był po prostu wredny. Chociaż i to mu się niekiedy zdarzało...
Pewnie, gdyby znał Pawła dłużej, może nawet spytałby wprost o to, co mu przyszło do głowy. Ale raz, że wyskakując z tym jak Filip z konopi, byłby łagodnie mówiąc mało subtelny, a dwa, że to w końcu nie jego sprawa. To była właśnie jedna z tych sytuacji, kiedy należało dyskretnie trzymać gębę na kłódkę. I postanowił tym razem odrobić lekcję.
Paweł 22:33
Dobra, nic.
Hoan 22:33
?
Paweł 22:34
Nie dodzwoniłem się.
Hoan 22:34
Może już śpi. Chociaż wątpię.
Paweł 22:34
Eeee, na pewno nie.
Hoan 22:35
No to się później dodzwonisz.
Odpowiedziała mu cisza. Jak on nie lubił kiedy rozmówca nagle milknął. Ance to wybaczał, ale przez lata znajomości nauczyli się ze sobą obchodzić. Czasem miał ochotę wygarnąć drugiej osobie, że nie lubi jak się go olewa, ale brał poprawkę na to, że czuć się ignorowanym to nie to samo co być ignorowanym. Poza tym nie chciał wyjść na przewrażliwionego. Chociaż oczywiście był. Jak to jedynak...
Hoan 23:43
Dobranoc.
Będziesz, przeczytasz, może wyciągniesz wnioski.
Oczywiście nie wytrzymał. Zamiast dumnie milczeć lub po prostu się nie przejmować, dał dojść do głosu rozgoryczeniu. Na szczęście na ekranie słowa nie miały takiego wydźwięku jak w rzeczywistości i każdy mógł je zinterpretować na swój sposób.
Na rozgoryczenie pomagało sprzątanie. Zresztą nie tylko na to. Praca pozwalała odciągnąć na chwile myśli od trosk, zmartwień i mętliku w głowie. Dziś pomagała na lekki zawód rozmówcą. Chociaż może nieuprawniony. Oraz na nieco większy zawód swoim podejściem. Tym razem uzasadniony w znacznym stopniu. Poza tym to była już odpowiednia pora, żeby ogarnąć. Zwłaszcza, że czytając, że Paweł sprząta na bieżąco, zrobiło mu się trochę głupio.
Zaczął od nastawienia prania. Sprzątanie w nocy nie było dla niego niczym nowym. Jedynie okien wtedy nie mył. Na szczęście sąsiedzi mieli twardy sen i nie skarżyli się na hałasy. Zresztą bardzo się starał zachowywać cicho. Jak do tej pory w zasadzie nikt się nie uskarżał, więc chyba mu się udawało.
Wrócił do pokoju i rozejrzał się. Od czego by tu zacząć... Segregacja. Gazety do wyrzucenia na jedną kupkę, te z artykułami do przeczytania obok, a ważne dokumenty oddzielnie. Makulatura do pojemnika, artykuły do przejrzenia na szafkę nocną, reszta do biblioteki. Ale najpierw na parapet, bo trzeba przecież odkurzyć. Hoan lubił systemowe podejście do pacy i organizację. Zawsze zaczynał od segregacji i stopniowo przesuwał się dalej – przechodził do czyszczenia sprzętu RTV i lustra.
Przypomniał sobie, że tylko raz sąsiedzi zadzwonili do jego drzwi w środku nocy. Kiedy pierwsze lustro, które kupił (bardzo ładne, fazowane, w bogatej ramie, robione na wymiar nad barek) rozleciało się na kawałki robiąc przy tym niewyobrażalny hałas. Kto by pomyślał, że kubek w zetknięciu z taflą lustrzanego szkła może narobić takiego zamieszania. I tak miał sporo szczęścia, że zapukali sąsiedzi, a nie policja. Tym pierwszym udało mu się wmówić, że nie wytrzymało mocowanie, ale panowie oficerowie mogliby się zainteresować dlaczego w takim razie rama wisi na swoim miejscu. Od tamtej pory kupował wyłącznie najtańsze lustra.
W końcu mógł przejść do drugiego pokoju, gdzie pochował dokumenty, powycierał regały, zaktualizował spis filmów i odłożył je na półki. Mimo zmęczenia wytrzymał jeszcze kwadrans, przy okazji sprzątając biurko. Kiedy pralka zakończyła cykl mógł się w końcu położyć. Hoan – bałagan 1:0.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz